Forum Stajnia Centralna Strona Główna Stajnia Centralna
Stajnia Centralna - główna stajnia Rysuala
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Bumerang - Treningi

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Stajnia Centralna Strona Główna -> Stare treningi, odwiedziny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deidre
Duży wolontariusz



Dołączył: 24 Sty 2010
Posty: 344
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:12, 19 Lut 2011    Temat postu: Bumerang - Treningi

Miejsce do trenowania ogiera.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Deidre dnia Wto 20:04, 09 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carrot
Większy wolontariusz



Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:19, 19 Lut 2011    Temat postu:

Data: 11 Gru 2009 r
Trener: Joanne
Opis:
Dziś miałam wpaść do Cati, by przetrenować jej dwa koniska. Pierwszego postanowiłam wziąć Bummeranga – ogiera, podobno dość agresywnego, z którym miałam poskakać przeszkody do 80 cm. Byłam ciekawa, jak to pójdzie, ostatnio zaczęłam się bardzo dobrze dogadywać z ogierami, więc...kto wie? Ale i tak lepiej będzie zachować wszelkie środki ostrożności. Dziewczyna czekała na mnie przy siodlarni, w której od razu pokazała mi sprzęt obydwu koni, po czym wskazała dwa boksy, z których po chwili wyjrzały dwa urokliwe łebki. Cati poszła na halę przygotować mi przeszkody, po czym ja weszłam w głąb siodlarni. Wzięłam czaprak, ogłowie, siodło i ochraniacze Buma następnie ruszyłam pod jego boks. Szczotki stały już przy nim, więc nie pozostało nic, tylko rozpocząć czyszczenie i siodłanie. Ze skrzynki wyciągnęłam wszystkie szczotki i poustawiałam w taki sposób, by bez wychodzenia z boksu móc je wziąć swobodnie do ręki lub odłożyć. Następnie weszłam do boksu ogiera, który skulił na mnie uszy i machnął kilka razy groźnie głową, lecz nie przejmując się tym chwyciłam delikatnie za kantar, pogładziłam deresza po szyi i zabrałam się za usuwanie niewielkiej ilości zaklejek z jego sierści. Ogierowaty przez chwilę stał spokojnie, nieco oszołomiony potem zaczął wiercić się, machać na mnie głową, szczurzyć się, jednak lekkie klepnięcie po łopatce i chwycenie mocniejsze za kantar doprowadziło go do porządku, po czym skończyłam z zaklejkami i rozpoczęłam szorowanie jego brudnej sierści. Teraz Bummerang uspokoił się już całkowicie aż do momentu, gdy na koniec wzięłam się za czyszczenie kopyt. Ogier uparcie napierał na mnie zamiast ustępować, więc zaczęłam działać trochę ostrzejszym naciskiem na mniejsze pole. To od razu sprawiło, że deresz podniósł nogę i trzymał ją w górze, mimo iż wierzgał, jednak nie pozwalałam mu jej wyrywać. Potem tylna noga. Tu akurat zamiast oporu było groźne wierzgnięcie, za co koń dostał lekko po zadzie. Złapałam nogę, którą Bum wciąż chciał wierzgać i w końcu szybko ją wyczyściłam. Przeszłam na drugą stronę i znów przednia. Poszło szybko, bo tym razem konik wiedział, że nie ze mną takie numery i zawsze postawię na swoim. Gdy już w końcu etap czyszczenie został zakończony wzięłam ogłowie i z niewielkim oporem założyłam je na głowę Bummeranga. Pod tym względem był on już grzeczny i tylko przez moment nie chciał przyjąć wędzidła. Pogładziłam i dałam smakołyka, po czym wzięłam siodło z czaprakiem i założyłam na grzbiet deresza. Przy podpinaniu popręgu stał grzecznie, dopiero przy ochraniaczach zaczął się trochę kręcić, jednak wszystko zakończyło się moim sukcesem. Pogładziłam konia po czole, ładnie ułożyłam grzywkę i włożyłam na głowę kask, do ręki palcat skokowy i na dłonie rękawiczki obowiązkowo. W boksie dociągnęłam popręg z prawej strony, następnie złapałam wodze i ruszamy na halę.
Było chłodno, w pomieszczeniu znajdował się tylko jeden jedyny Efekt II, który się dopiero rozprężał, ale przeszkody były gotowe i wszystko dopięte na ostatni guzik. Poza nami. Prędko dociągnęłam popręg, co się trochę rumakowi nie spodobało, jednak nie zważyłam na to. Ustawiłam sobie strzemiona, po czym lekko wskoczyłam w siodło i dałam Bumowi łydkę do stępa. Ruszyliśmy swobodnie, bez większego wysiłku. Tempo było w miarę, takie średnie, jednak nieco za wolne jak dla mnie. Zaczęłam lekko działać łydkami, na co reakcja była natychmiastowa i pozytywna. Zaczęłam nakłaniać ogierasa do wejścia na lekki kontakt, co przyszło mu dość łatwo. W tym stępie popracowaliśmy nad ustawieniem, powyginaliśmy się mocno i w końcu poprzejeżdżaliśmy przez drążki na kłusa. Rozgrzewka w stępie trwała nieco ponad 10 minut, po czym półparada, łydka i kłus. Bum szedł dość leniwie, a na łydki reagował dość gwałtownie, jednak po 5 minutach męczarni uzgodniliśmy umiarkowane tempo, regularnie i zaczęłam prosić ogiera o wejście na kontakt, jaki ja chcę. Reakcją było wpierw naparcie na wędzidło, potem ucieknięcie od niego, wywiezienie a gdy dostał lekkiego bata po zadzie to kilka baranków i żwawy kłus. Miałam dość więc mocne działanie łydkami i kontakt na wręcz martwej ręce. 'Ma się dostosować' myślałam patrząc, jak deresz stopniowo ulega mocnemu działaniu wędzidła, rozluźnia się i zaokrągla powoli odpuszczając z ciężaru ale też nie uciekając od kontaktu. Pogłaskałam go delikatnie i zaczęłam pracować normalnie ręką. Bum w końcu zdawał się ulec, jednak momentami lubił sprawdzić, czy nadal mu nie pozwolę na wybryki. Niestety wciąż byłam czujna, więc koń, z lekka nabuzowany szedł tym kłusem i chodził nawet ładnie od łydek, porządnie rozgrzewając się na różnych wygięciach w obie strony raz drągach. Gdy podjeżdżaliśmy do Efekta II deresz kulił się, rzucał, brykał i robił wszystko, by wkurzyć nie tylko mnie, ale też i gniadosza wraz z jeźdźcem. Po 20 minutach długiego kłusowania rozgrzaliśmy się pokonując kilka razy w obie strony kopertę 35 cm oraz stacjonatę 50 cm. Gdy poczułam, że Bummerang jest już całkowicie rozchodzony bez chwili przerwy zagalopowałam w prawo. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam było mocne przyczepienie się do siodła, odchylenie do tyłu i oparcie w strzemionach, bo ogier stwierdził, że nie, nie będzie grzeczny i zaczął naprawdę porządnie strzelać z zadu oraz skakać. Gdy pociągnęłam go mocniej za wodze wspiął się kilka razy na przemian z różnego typu wyskokami, kopniakami w powietrze, aż w końcu po dłuższym odcinku walki zapanowałam nad rumakiem i jakoś galopowaliśmy po tej ścianie. Deresz wkurzony, cały nabuzowany i zbulwersowany pchał do przodu, co chwila [CENZURA]ąc w powietrze którąś z nóg. No to ja na przekór zaczęłam dawać łydki, by jeszcze szybciej szedł. Nieco zdezorientowany rumak przyspieszył, strzelił lżejszego już barana i już zaczął się słuchać. Naprowadziłam go na kontakt, przy czym bunt – zatrzymanie, cofanie się a na łydkę i bata kopniak z zadu po czym leniwe ruszenie do przodu. Ogarnęłam konia i mocny kontakt, twarda ręka, mocna łydka i ze stępa galop. Bummerang ładnie ruszył, ale nie podobał mu się kontakt na jakim go trzymałam, więc zaczął gryźć z wściekłością wędzidło. Mimo wszystko zignorowałam to i rozgalopowałam go porządnie. Ku mojej uciesze szybko się ogarnął i uspokoił, więc pochwała, przejście do kłusa, zmiana kierunku i to samo w drugą stronę. Tu obyło się bez rodeo, zaledwie kilka lekkich bryknięć na cały galop, więc dobrze. Już bez buntów w sprawie kontaktu, za co koń dostał nagrodę w postaci poklepania i przyjemnej, delikatnej, idącej za pyskiem ręki. Powyginaliśmy się w obie strony na obie nogi i rozpoczynamy trening właściwy.
Na hali mieliśmy mini parkur:
1.stacjonata 50 cm
2.linia: okser (70 x 70) – bramka (75 cm) – stacjonata (80 cm)
3.szereg: doublebarre (70/80 x 40) – jedno foule – mur (80 cm) – dwa foule – triplebarre (65/75/85 x 70)
4.linia: pijany okser (75 x 55) – piramida (70/80/70) – stacjonata z desek (70 cm)
5.stacjonata z zwężeniem 50 cm
Na koniec specjalnie ustawiłam przeszkodę, którą sporadycznie skaczę, a Bum raczej jej nie zna, więc będzie przynajmniej jakaś zabawa
. Bez chwili wahania zagalopowałam ze stępa, do którego przeszliśmy i nakierowałam deresza na stacjonatę. Bum pewnie najechał, późno się wybił, ale ładnie skoczył, jednak mnie wywaliło nieźle, nie spodziewałam się tak bliskiego odskoku. Mimo to jechaliśmy dalej. Okser witał nas już po kilku foule. Wybicie trochę wcześniejsze, sam skok niepewny, przez chwilę myślałam, że wyłamie, jednak chłopak
dzielnie skoczył i to nawet ładnie. Pochwaliłam i bramka. By dodać pewności przyłożyłam łydki do jego boków i ładnie, pewnie najechaliśmy na przeszkodę. Wybicie późne, jednak uratowane jego mocą. Tym razem przypilnowałam siebie i nie wyleciałam jak przedtem. Ostatnia stacjonata chyba najlepiej. Wybicie w odpowiednim momencie, z dobrą siłą i naprawdę udane, gdyby tylko podwozie nam tak nie zostało, ale pochwaliłam dzielnego ogiera i lekko w lewo na szereg. Doublebarre z zapasem, konisko się rozkręcało i zaczęło starać. Wydawało mi się, że ogierro w końcu zapomniał o tym, że mnie nie lubi x] mur nieco niepewnie, ale skoczony z zapasem. Triplebarre ładne, z bardzo fajnym
wyciągnięciem i baskilem. Poklepałam deresza i druga linia. Przy pijanym okserze eleganckie spłynięcie, więc wolta i pewniejszy, bardziej dopilnowany z mojej strony najazd. Bum wybił się jak sarna i szybko przeleciał nad przeszkodą. Poklepałam go i piramida. Pewny najazd, późne wybicie ale nadrobiliśmy ładnym złożeniem podwozia. Stacjonata z desek chyba była znana i lubiana, bo koń nakręcony pięknie
ją pokonał. Na koniec nasz 'joker', przy którym wpierw wyłamka, potem skok z zatrzymania(na szczęście nie zwalono drąga) więc jeszcze kilka skoków aż Bum przestał się tak strachać niby nie jakiejś trudnej przeszkody. Pochwaliłam go i dręczymy straszne przeszkody, czyli bramka, mur, pijany okser i stacjonata z zwężeniem. Jakoś nam się udawało wciskać w szeregi i linie, a po kilkunastu minutach ciągłego męczenia ogiera tymi 'potworami' stwierdziłam, że starczy. Powiem tak: Bummerang pod koniec skoków naprawdę ładnie pokonywał przeszkody. Ma tendencje do późnego wybijania ale nadrabia to mocnym składaniem podwozia, więc nie jest tragicznie, jednak trzeba by to troszkę poćwiczyć, bo przyznam szczerze – zbyt przyjemne to nie jest Razz Ostatecznie przegalopowałam nieco zmęczonego już Buma, następnie kłus. Trochę pomęczyłam na kontakcie, a potem luz na wodzy i spokojnie kłusimy w swoim tempie. Usiadłam sobie wygodnie w siodło, wyciągnęłam nogi ze strzemion i całkowity relax. Bummerang tez się rozluźnił i nawet Efekt II go nie denerwował. Rozkłusowanie przez 15 minut i stępujemy. Pochwaliłam deresza i 15 minut maxymalnego odpoczynku. Wzięłam założyłam mu na grzbiet derkę, podpięłam już z góry strzemiona i poluźniłam nieco popręg. Po takich całkowicie swobodnych 15 minutach zatrzymałam siwkowatodereszowatego, poklepałam, zeskoczyłam z jego grzbietu na ziemię i dokończyłam dzieła z siodłem poluźniając całkowicie popręg i poprawiając derkę. Wróciliśmy do stajni, gdzie przed boksem rozsiodłałam wyraźnie zgłodniałego ogiera, wytarłam, na myjce zlałam nogi i wyczyściłam przy okazji, przeczesałam gdzie się dało, założyłam kantarek, derkę i wstawiłam do boksu, gdzie jeszcze krótka sesja masażu odprężającego, pochwały i smakołyki po czym zostawiłam konia już w spokoju by mógł schrupać co tam miał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carrot
Większy wolontariusz



Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:20, 19 Lut 2011    Temat postu:

Data: 09 Sty 2010 r
Trener: Joanne
Opis:
Z samego rana przyjechałam do Happy Horse, by przetrenować "moich podopiecznych". Gdy weszłam do stajni Bumerang wyglądał z boksu i na mój widok sam nie wiedział, czy się cieszyć, być złym czy też się bać. W końcu jednak przyjął mnie neutralnie, niby lekko skulił uszy, jednak po pogłaskaniu od razu się przekonał co do moich dobrych stron
, więc dałam mu cukieraska i poszłam po sprzęt. Szybko go odnalazłam i przytargałam pod boks deresza. Za kantar wyprowadziłam go z boksu i uwiązałam mocno, sięgając następnie po twardą szczotkę, którą zamaszyście zaczęłam rozczesywać masę zlepek na sierści ogiera. Bum wiercił się jak mógł, więc ładnie sobie pokręcił zadkiem i w końcu gdy lekko dostał stanął grzecznie. Dokładnie go porozlepiałam (xD) po czym miękka szczotką wszelkie brudy sczesujemy i tym razem wystąpiła reakcja zwana niemiłosiernym wierceniem się na wszystkie sposoby i tupania nogą. Mimo to gdy skarciłam nieznośnego już ogiera Bumerang stanął i tylko łypał na mnie okiem od czasu do czasu. Postanowiłam go trochę mocniej uwiązać, bo jak widać nawet takie uwiązy nie ograniczały jego ruchów
przód-tył. Mimo iż rumakowi się to nie podobało to wykonałam swój pomysł i zabrałam się za kopyta. Poszło szybko, deresz zdążył spostrzec, że koniec zabawy
i postanowił ulec. Szybko rozplątałam grzywę i ogon, po czym wzięłam siodło i założyłam je delikatnie Bumerangowi na grzbiet. Koń napiął mięśnie i zrobił dziwną figurę wyraźnie oznaczającą niezadowolenie, jednak gdy już poczuł ciężar sprzętu ładnie ułożonego na grzbiecie uspokoił się i bez scen pozwolił zapiąć popręg. Pochwaliłam go sowicie i wzięłam owijki, którymi owinęłam jego nogi i sięgnęłam po ogłowie. Przełożyłam wodze przez głowę, rozpięty kantar zsunęłam na szyję ogiera i podetknęłam oliwkę pod pyszczek. Konio nieco niechętnie i opornie, ale przyjął je i mimo iż podniósł łeb w górę, to szybciej odpuścił i po chwili zapinałam nachrapnik. Potem ja się wyszykowałam i ruszamy na halę, nakrywając uprzednio Buma derką. Na miejscu dociągnęłam popręg, ustawiłam strzemiona i wsiadłam przytrzymując konia, który wyraźnie chciał już iść.
-Jeszcze chwilę chłopaczku, gzie Ci się tak spieszy co? - Powiedziałam i dopiero, gdy koń się opanował i skupił na mnie dałam lekką łydkę do stępa. Ruszyliśmy żwawo, Bumerang miał wyraźnie dużo energii. Przez pierwsze 5 minut luz, potem stopniowo nabieram wodze zachęcając konia do wejścia na kontakt. Reakcją było wpierw naparcie na wędzidło, a potem uniesienie głowy i usztywnienie jej. Wjechałam więc na koło i jeżdżąc po nim robiłam mniejsze wolty, zmiany kierunków itd. W końcu deresz zaczął zniżać główkę i rozluźniać ją, momentami żując wędzidło. Gdy wszedł na delikatny kontakt z dobrym ustawieniem od razu dałam mu luźną wodzę i pochwaliłam. Potem ponownie nabieramy wodze i tym razem zarówno naparcie na wędzidło, jak i uniesienie głowy było znacznie mniejsze i ogierro szybciej odpuścił. Ponownie go pochwaliłam gdy się ustawił. Za trzecim podejściem już bez zapierania tylko leciutko uniósł i usztywnił łepek na 3 kroczki i odpuścił. Pochwaliłam go i na takim kontakcie poprosiłam o lepszą pracę zadu. Wpierw była ona wykonana jako przyspieszenie, jednak po 4 podejściach za 5 nam się udało. No, więc mamy most, to sprawdzimy wygięcia. Bum dzięki pracy na kole był już powyginany nieco i w miarę ładnie się ustawiał, jednak widać i czuć było wtedy usztywnienie. Więc w każdym narożniku i nie tylko robiliśmy średniej wielkości woltę i po 2 okrążeniach Bumerang się rozluźnił i spokojnie wykonywał zakręty. Zmieniliśmy kierunek i to samo, patrzymy na wygięcia. Tu szło nam o wiele lepiej, jednak jedno okrążenie z woltami zrobiliśmy, tak dla pewności. Potem półparada, na którą o dziwo deresz zareagował i kłus od lekkiej łydki. Ogier szedł bardzo żwawo, szybkim tempem, jednak pozwoliłam mu na takie 2 koła, w końcu wolałam pozwolić mu teraz trochę pokłusować szybciej, niż później zostać obdarowana serią mocnych baranów. Potem dosiadem spowolnienie konia i spokojny roboczy kłus, w którym będąc na kontakcie pracujemy nad pracą zadu. Szło opornie, Bumerang się zdekoncentrował, jednak po 5 okrążeniach ładnie podstawił zad i jeszcze ładniej ustawił główkę. Zmiana kierunku przez ujeżdżalnię i w drugą stronę kłusujemy. Zaczęliśmy się wyginać na slalomach, woltach i tym podobnych, deresz szybko skapował i ładnie się ustawiał. Potem zaczął się ociągać, a następnie trochę ze mną walczyć. Machał łbem, podskakiwał dziwnie, próbował wywieźć i co tylko się dało."A szło już tak ładnie..." Pomyślałam i mocno przyłożyłam łydki do boków konia doprawiając delikatnym batem po zadzie posyłając go w przód. Ogier skoczył do przodu i szedł w miarę ładnie, jednak zaczął napierać na wędzidło. Zaczęłam działać ponownie łydkami i w końcu Bumerang odpuścił. Gdy już się ładnie ustawił i uspokoił dałam mu luźną wodzę, poklepałam po czym dosiadem nakłoniłam do wykonania przejścia w stęp swobodny. Kilka sekund w ramach nagrody rumaka i ponowne nabranie wodzy. Bum ładnie wszedł na kontakt i nie próbował usztywniać łebka, jednak momentami nim machał, co bywało denerwujące. Chwila stępa i intensywnej pracy w nim, następnie kłus od łydki. Ładne ruszenie, i na szczęście już bez scen. Ogier trochę był zły, jednak tylko od czasu do czasu mocniej poruszył głową czy coś i na tym się kończyło. Po wykonaniu jednego dużego okrążenia łydkami nakłoniłam deresza do zrobienia dużej, okrągłej wolty. Wyszło nawet nawet, jednak jeszcze kanciaste. No to poprawiamy. Tym razem zadziałałam też i lekko wodzą, na co konik ślicznie się wygiął i wykonał bardzo ładne, o łagodnych bokach koło. Następnie powrót na ścianę i tak jedziemy przez pół ujeżdżalni. Następnie kolejny wyjazd na koło 20 m. Bardzo ładne wykonanie, a przy kolejnym takim kole spróbowaliśmy tez żucia z ręki. Może i średnio wyszło, ale jako-takie było, więc pochwaliłam ogra i chwilka kłusa na luźniejszych wodzach. Gdy odpoczęliśmy nabrałam je na nowo, poprosiłam konia o lepsze podstawienie zadu i kręcimy mniejsze (ok.10 m średnicy) wolty. Bumerang bardzo ładnie się spisywał, chyba mu się trochę humor polepszył. Kręciliśmy się strasznie, wciąż jakieś slalomy, przekątne, serpentyny, wolty, półwolty, koła...w końcu i ósemki. Owszem, było kilka buntów, typu, że "stajemy, cofamy się i nie, nie pójdziemy do przodu. Na bata oddajemy z zadu następnie skaczemy w bok i machamy łbem" jednak jakoś wynegocjowałam u deresza jako-takie posłuszeństwo i pokazałam, że dobra współpraca się opłaca. Gdy już wygięcia dobrze nam szły, przyszła pora popracować nad przejściami. No to standardowo. Wpierw kłus-stęp-stój-stęp-kłus, co Bum w szybkim czasie opanował, ale też wykorzystał kilka razy jako okazję do pokazania mi, że nie jest koniem, który pozwoli jeźdźcowi na wszystko. Był bardzo wymagający - bez dobrych i wyraźnych pomocy nie zrobi choć trochę dobrego przejścia. W końcu jednak się dogadaliśmy i radziliśmy sobie przyzwoicie. Potem, nie tracąc już więcej czasu zaczęliśmy od razu robić przejścia kłus-stój-kłus. Tu tez moja rola łatwa nie była. Sporo się namęczyłam, nim ogier zaczął wykonywać ładne, płynne przejścia nie popadając w ten sam schemat i nie ruszając tuz po zatrzymaniu kłusem, tylko czekając na mój sygnał. Pochwaliłam go za to stępem na luźnej wodzy, przy okazji odpoczywając przed galopem.

soon


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carrot
Większy wolontariusz



Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 277
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:21, 19 Lut 2011    Temat postu:

Gdy tylko się obudziłam i zobaczyłam jaka ładna jest pogoda bez zastanowienia szybko się ubrałam
bardzo kolorowo . Postawiłam na :
żółte bryczesy w niebiesko-szarą kratkę , limonkową bluzkę polo z granatowym nadrukiem Pikeura na plecach czerwone skarpety w kolorowe wzorki i brązowe sztylpy . Zrobiłam sobiew do tego jeszcze dwa kucyki i ucieszona zeszłam na dół wprost do stajni. Wygrzebałam z siodlarni ogłowie i siodło skokowe Bumeranga , czaprak pełny biały w kolorowe zygzaki,paski nie paski , żółtą , czerwoną,błękitną i zieloną owijkę i kolorowe gumeczki i zaniosłam to przed stajnie. Kiedy wszystko położyłam na , i pod ogrodzeniem poleciałam jeszcze po komplet kaloszków z meeega futrem i po futro pod siodło i na nachrapnik , po drodze
łapiąc uwiąz Buma . Młody jak zawsze latał po padoku i cieszył się ładną pogodą i wiosną jak ja , przy okazji denerwując Fox'a który stał ziirytowany swoim pięknym
zabłoconym odciskiem podkowy na swojej śnieżnobiałej sierści na tyłku. Cicho sie śmiejąc otworzyłam bramkę od padoku i zamykając ją za soba szłam podśpiewujac sobie do Bummeranga. Szaruś oczywiście domyślił się że zamierzam go wziąść na jazdę wiec pierwsze co zrobił to runął dzikim galopem jak najdalej odemnie. Klnąc pod nosem ze musze iść na koniec padoku gdzie zapewne wredota znowu ucieknie i znowu będe musiała za nim lecieć podeszłam do niedaleko stojącej koło
mnie Del i wdrapałam jej się na grzbiet. Dopiełam jej z 2 stron
jakoś uwiąz i pogoniłam irokezovą do kłusa a potem galopu. Del miała dużo energi i tez się cieszyła z ładnego dnia więc tak przez "przypadek" pozwoliła sobie na pofruwanie w powietrzu razem ze mną x.x . Uspokoiłam szczęśliwą klaczkę i dogoniłam Buma. Zatrzymał się na widok koleżanki a ja zwinnie przeszkoczyłam na jego grzbiet i szybko odpiełam od Silverowej uwiąz i przypiełam go siwusowi. Nie był zbytnio zadowolony i oświadczył mi to tupnięciem nogą i zarzucaniem łbem , jednak ja sie nie przejełam i ruszyłam go w stronę bramki . Pomyslałam że skoro ma tyle energii to nie zaszkodzi mu przeskoczenie bramki i tak to tez zrobiliśmy. Wystepowałam trochę młodego na padoku , wykłusowałam i ruszyłam pełną parą galopu na bramkę . Siwusek trzymał dobre tempo nie za szybkie nie za wolne ale tez takie by mógł w kadej chwili dobrze skoczyć . Gdy bylismy niedaleko bramki poluzowałam uwiąz i zrobiłam półsiad. Ogierek ładnie się wybił jednak tylnymi kopytkami trochę zachaczył. Poklepałam go po szyji i zeszłam prowadząc do miejsca gdzie zostawiłam sprzęt. Przewiązałam przez barierke uwiąz i wziełam się za czyszczenie sierściucha z błotnistych plamek.
SOON

by Cati


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Deidre
Duży wolontariusz



Dołączył: 24 Sty 2010
Posty: 344
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:02, 03 Kwi 2011    Temat postu:

Lonża by Bix

Wstałam rano, rozgrzebałam cały pokój, a raczej pomieszczenie przypominające pokój z racji PORZĄDKU ! Bo porządek był zajebisty nie ma co, o wreszcie znalazłam uszykowane sobie wczoraj ciuchy, na szczęście się nie pobrudziły, a leżało na nich pudełko pizzy, dziwne. Ubrałam się i poszłam do kuchni, jak zwykle lodówka od rana świeciła pustką, więc przeszukałam szafki. O płatki, zjem je na sucho trudno, do tego jeszcze kubek kranówy i byłam gotowa wziąść się do pracy. Ubrałam oficerki i poszłam do stajni, przywitałam się ze wszystkimi końmi i zastanawiając się którego wziąść jako pierwszego przechadzałam się po przedsionku w tą i z powrotem. Postanowiłam zrobić lonżę Bumerangowi, potem dresaż z Nihtmare, a na koniec dnia teren na Brumbim, może Carrot przejechałaby się ze mną kto wie. A więc do siodlarni, wzięłam kuferek ze szczotkami Buma i sprzęt do lonżowania. Nic nie domyślający się koń stał w boksie i skubał wrzucone mu do boksu siano. To, że weszłam do boksu i rzuciłam sprzęt w bok nie zrobiło to na nim większego wrażenia, jedynie pokręciła trochę uszami. 'No to mały Ty sobie jedz, a ja będę cię czyścić' Nie był bardzo brudny, co nie znaczy, że poszło mi szybko. Leniwie szorowalam go zgrzebłem jednocześnie masując go drugą ręką, co widocznie sprawiało mu dużą przyjemność. Wyciągnął swoją szyję i podniósł górną wargę miło przy tym charcząc. Dzisiaj o dziwo nie próbował mnie ani razu ugryźć, ani kopnąć, nawet nie stulił uszów. Chyba już zaakceptował, to że musi się mi podporządkować, a może po prostu mu się podobam, hahahaa. 'Głaskanie' miękką włosianką poszlo odrobię szybciej, nie chciało mi się już spędzać tyla czasu w boksie, nie wolno mi marnować tak ważnego czasu. Jeszcze kopyta, grzywa i ogon. No i gotowe. W ogłowie sam włożył łeb, ale jak zwykle mocowałam się z tymi głupimi paskami, podpięłam lonżę, wzięłam bacik w rękę i wyszłam z boksu, prowadząc go obok siebie. Poszliśmy na halę, była na niej Carrot z Knightem, ale już kończyła, czyli będziemy mieli dużo miejsca. Dziewczyna tylko kiwnęła mi głową i odsunęła się na lewo, robiąc mi miejsce w prawej części pomieszczenia. I tam się też udaliśmy. Rozwinęłam lonżę na długość dwóch metrów i na tą też odległość odsunęłam się od ogiera. 'Stęp' - powiedziałam, uderzając lekko bacikiem o udo. Bumerang posłusznie wykonał polecenie, widać było, że jest jeszcze trochę zaspany, w ogóle się nie starał, co szybko poprawiłam cichym cmoknięciem. Było lepiej. Dwa okrążenia w tą stronę, potem w drugą. 'Biiix' - zawołała do mnie Carr.
- tak ?
- dzisiaj przyjeżdża Dei ! razem z Sherlockiem, jedziemy w teren jedziesz z nami ?
- Ooo to super ! Ja właśnie dzisiaj planowałam teren z Brumbim, to pojedziemy razem. O której przyjeżdża ?
- W sumie to za jakieś trzy godziny, a co ?
- No bo ja dzisiaj jeszcze chciałam wsiąść na Nightkę na hali.
- O to ja wezmę Carusa, a w teren pojadę na Salinero !
- Super, ale musimy się pośpieszyć, a właśnie bo stępowanie Bumerangowi nudzi się już to stępowane.
- No to ja nie przeszkadzam i się zbieram ; )
W końcu skróciłam lonże o około pół metra i uderzyłam batem lekko w piasek. Nie musiałam wydawać dodatkowej komendy głosowej, wiedział, że chcę by zakłusował. Wykonał polecenie, ale musiałam poprawić go głośno, by zmienił nogę na wewnętrzną. Posłuchał od razu. Po kilku minutach stwierdziłam, że starczy chodzenia w kółeczko, odpięłam lonżę i pobawiłam się z nim trochę w gonito. Ale dobra 10 minut tego dobrego wystarczy ;d Rozwinęłam lonżę na długość półtora metra i kazałam ogierowi ruszyć kłusem. Tym razem zakłusował na właściwą nogę i nie trzeba było poprawiać. Szybko jednak strzeliłam z bata i ogier ruszył równym galopem. Kilka razy zmieniłam stronę w galopie i przeszłam do kłusu. Zrobiliśmy w kłusie różne ćwiczenia mające na celu poprawę jakości chodów, koordynacji wzrokowo ruchowej, a także kilka ćwiczeń dla zabawy. W końcu uznałam, że wystarczy pracy na dziś i poluźniłam lonże pozwalając ogierowi iść stępem swobodnym. Gdy wyrównał mu się oddech opuściliśmy halę. Poszliśmy do boksu, gdzie zdjęłam mu cały sprzęt, ponownie wyczyściłam, pogłaskałam i dałam mu jabłko. Po czym wyszłam szykować się na kolejny trening.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Stały bywalec



Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 760
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:30, 22 Kwi 2011    Temat postu:

Przyjechałam do SC. Chciałam wsiąść na któregoś z koni i coś porobić. Ostatnio obecność Bumeranga w SC tchnęła do mnie na nowo zaciekawienie westernem. Idąc po ogiera wzięłam z siodlarni siodło westernowe z osprzętem, pad i ogłowie deresza. Poukładałam wszystko przed boksem i poszłam po rumaka. Bum stał przy bramce i szczerzył swe zęby w stronę Runa.
-Ty...nerwusie, chodź tu - Powiedziałam. Ten zwrot nie był najlepszy, bo przy bramce stała nasza święta trójca wariatów: Bumerang, Run i Brumbi. Wszyscy trze panowie zastrzygli uszami i spojrzeli na mnie z zaciekawieniem. Ja jednak złapałam tylko jednego z nich i wyprowadziłam z pastwiska. Deresz wyszedł niechętnie, kuląc się na mnie i błyskając białkiem oczu. Nie zwróciłam na to uwagi i po zamknięciu bramki zaprowadziłam ociągającego się z premedytacją ogiera przed boks. Uwiązałam i szybko zabrałam się za czyszczenie. Wiercącemu się złośliwcowi porozklejałam jeszcze przydługawą sierść, pozbyłam się resztek zimówki i innych brudów. Pogładziłam konia po czole, delikatnie oczyściłam okolice oczu i pyska, rozczesałam i przycięłam grzywę, grzywkę oraz ogon. Bum od razu wyglądał lepiej jako czysty i poprzycinany koń. Pogładziłam ogiera po szyi i poprosiłam o podanie lewego przodu - nic. Naparłam na niego swoim ciałem - nic. W końcu klepnęłam go w łopatkę i powtórzyłam prośbę - noga podana znakomicie. Z tyłami poszło gładko, nawet za - deresz wierzgnął parę razy i dopiero wtedy podał mi swe zabrudzone kopyta. Prawy przód podał, gdy naparłam na niego swoją stosunkowo niewielką masą. Otrzepałam ręce i złapałam pad westernowy. Ułożyłam na grzbiecie deresza, następnie na nim usadowiłam siodło i zapięłam lekko popręg, za co zostałam niedelikatnie dziabnięta. Natychmiast pacnęłam ogra w łopatkę, nie będąc delikatną - znałam tego konia jakiś czas i wiedziałam, że na delikatność raczej nie ustąpi. Złapałam ogłowie i zamieniłam miejscami z kantarem. Poklepałam Bumeranga, który stosunkowo ładnie przyjął kiełzno i trzymając dość krótko wodze dociągnęłam popręg. Skulenie uszu i chęć dziabnięcia, jednak karcący palec wskazujący jeszcze był pamiętany. Poklepałam ogiera i wyprowadziłam przed stajnię. Sprawdziłam wszystko i wsadziłam nogę w strzemię. Odbiłam sie lekko od podłoża i miękko wylądowałam w siodle.

Poklepałam deresza z obu stron szyi i delikatnie przyłożyłam łydki do stępa. Ogier ruszył niechętnie, ale od razu. Trzymając luźno wodze skierowałam go w stronę maneżu. Wolałam jeszcze dziś nie pracować z nim na otwartej przestrzeni. Stępując swobodnie jeździliśmy głównie po śladzie, czasem próbując wykonać większą lub mniejszą woltę, jednak wychodziły nam same jajowate i elipsowate figury. Po jakimś czasie skróciłam trochę wodze i zaczęłam bardziej się przykładać do wolt, co nie spodobało się ogierowi. Ugryzł parę razy wędzidło, a upomniany łydką machnął nerwowo ogonem. Gdy stępowaliśmy już 10 minut sprawdziłam popręg i porobiłam parę zatrzymań - deresz z początku reagował niechętnie, stawiał opór, ale z czasem zachowywał się coraz lepiej.
W końcu przyłożyłam nieco mocniej łydki - ogr tylko przyspieszył kroku. Uspokoiłam i jeszcze raz, tym razem już naprawdę mocno. Ruszyliśmy kłusem. Leniwe człapanie z łbem w dole i niezadowoloną miną - typowe dla Buma. Podgoniłam go nieco i zaczęłam męczyć przekątnymi, dużymi kołami i mniejszymi woltami, pilnując tempa. Bumerang w końcu skupił się na wykonywanej pracy, zaangażował w nią trochę i łaskawie zaczął chodzić jak prawdziwy westernowiec. Pochwaliłam go i przejścia. Na początek do stępa - ładne, chętne. Gorzej z zakłusowaniem, ale gdy raz dostał lekkiego kopniaka zaczął reagować na łydki i dosiad. Po jakimś czasie zrobiliśmy parę zatrzymań i cofamy. Na to polecenie deresz zareagował błyskawicznie, zgrabnie poruszając się do tyłu. Zatrzymałam, poklepałam i kłus. Po jakimś czasie przejście do jogu. Bum usztywnił się i uniósł nieco łeb, wyginając grzbiet. Wzięłam wodze w obie ręce i zaczęłam zachęcać do rozluźnienia. Jako, że chodził też w stylu klasycznym wiedział na czym polega półparada itp. Gdy odpuścił poklepałam i wzięłam wodze z powrotem do jednej ręki. Jogiem, który był stosunkowo słaby pomęczyłam go dłuższą chwilę, szlifując jak tylko się da i w końcu chwila stępa.
Gdy Pan Zły ochłonął skróciłam z lekka wodze i kłus od odrobinę mocniejszej łydki. Jedno okrążenie żwawszym kłusem i w narożniku wypchnęłam go w galop. A przynajmniej próbowałam. Bum zamiast płynnie przejść wykonał najpierw parę lekkich bryknięć, następnie zatrzymał się i machnął łbem ukazując bunt. Pamiętając jakie to on miewa fochy wzięłam bata i teraz go wykorzystałam. Bumerang czując pacnięcie po zadzie oddał, a czując kolejne znów oddał, ale lżej. Przyłożyłam mocno łydki i ze stępa galop. Chwilę potrzymałam bata przy jego zadzie, by nie kombinował, następnie przeniosłam go do pozycji spoczynku i działając łydkami mocno galopowałam do przodu. Bum z początku był sztywny i niezadowolony, jednak z czasem uspokoił się, rozluźnił i odpuścił. Poklepałam go i również zmniejszyłam presję. Galopując równo i spokojnie wyjechaliśmy na przekątną. Przełożyłam łydki i dobra jak na długą przerw lotna. Pochwała i 2 okrążenia galopem, potem przechodzimy do kłusa. Chwila kłusa i zagalopowanie - tym razem nawet ładne, skończyło się na lekkim podrzuceniu zadu i skuleniem uszu. Poczekałam aż deresz się rozluźni i szybki galop. Jedno okrążenie w mocnym parciu na tempo i robimy duże koło. Pilnując łuku wykonałam z ogierem nawet ładne koło. Poklepałam go i przechodzimy do wolnego galopu. Małe koło i pochwała za dobrą pracę, wyjazd na przekątną i lotna - bardzo fajna. W tą stronę również koło w szybkim i wolnym galopie, następnie przejście do lope. Bum usztywnił się jak to przy wymuszonych wolnych chodach, jednak po jednym okrążeniu z półparadami ładnie odpuścił. Poklepałam go, wykonałam w lope 2 okrążenia i do kłusa. Zmiana kierunku i zagalopowanie. Ładne, płynne przejście i od razu wolne tempo, płaski galop, typowy lope. 2 okrążenia i kończymy na dziś. Popuściłam wodze i wypchnęłam ogra do mocnego, szybkiego galopu. Bumerang postawił uszy i wyciągnął kroku. Parę okrążeń, chwila poświęcona na lotne i w drugą stronę.
W końcu przeszłam do kłusa, następnie do jogu. Poklepałam rozluźnionego i spokojnego już ogiera, poćwiczyłam przejścia, parę razy przejechałam przez drążki, jednak koń zmęczony już i wyraźnie niechętny do podnoszenia nóg nagminnie pukał belki. W końcu tuż przed drążkami pogoniłam o batem i osiągnęłam cel. Poklepałam po przejeździe i dałam spokój. Popracowaliśmy nad jogiem, który wyglądał coraz lepiej. W końcu popuściłam maksymalnie wodze, zrobiłam z Bumem jedno luźniutkie koło i przeszłam do stępa. Poklepałam z obu stron szyi i rozejrzałam się dookoła. Stajnia świeciła pustkami, konie właśnie wracały z padoków. Bumerang zarżał w stronę towarzyszy i machnął łbem. Uspokoiłam go głosem i wyjechaliśmy na pastwisko, by tam postępować przez 10 minut. Widok tak dużej przestrzeni sprawił, że Bum przyspieszył kroku i uniósł łeb, rozglądając się z zaciekawieniem na boki. W końcu wróciliśmy do stajni.

Zatrzymałam konia przed budynkiem, zeskoczyłam z jego grzbietu, poluźniłam popręg i zaprowadziłam przed boks. Tam rozsiodłałam go, rozmasowałam mięśnie szyi i grzbietu, które najbardziej dziś pracowały i rozluźnionego, odprężonego konia odstawiłam do boksu. Pogładziłam po czole, obdarowałam marchewką i zamknęłam drzwiczki, zostawiając go samego. Pozbierałam sprzęt i odniosłam na miejsce.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Joanne dnia Pią 20:51, 22 Kwi 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nirvana




Dołączył: 26 Gru 2008
Posty: 10
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ... ze stajni ;P

PostWysłany: Pon 21:45, 16 Maj 2011    Temat postu:

Weszłam do stajni, pierwsze kroki skierowałam do Brumbiego, przywitałam się z nim, lecz wróciłam do deresza stojącego z głową między nogami i smętnym wzrokiem. Gdy otworzyłam drzwi boksu ten skulił uszy.
-Bumerang, przecież nic Ci nie zrobię - powiedziałam delikatnie. Uszy poleciały do przodu, ale wzrok pozostał tak samo nieprzenikniony. Wzięłam kantar, uwiąz i marchewkę i podeszłam do konia. Dałam marchew, pogłaskałam po chrapach. Założyłam kantar, dopięłam uwiąz i wyprowadziłam konia z boksu. Poszliśmy na dwór do koniowiązu, gdzie czekał już na nas sprzęt. Zaczęłam od wyczyszczenia kopyt, ogier nie zbyt chętnie je podawał, ale wzięłam go na spokój i udało mi się wyczyścić nogi. Następnie wyszorowałam zgrzebłem kurz, resztki sierści, a po tem poprawiłam miękką szczotką. Zajęło mi to dużo czasu, bo najwidoczniej konisko uwielbia robić sobie błotne SPA. Rozczesałam jeszcze grzywę i ogon i konisko było gotowe do siodłania. Założyłam wpierw ochraniacze neoprenowe na nogi, a następnie pad na grzbiet, a na to siodło. Dopięłam napierśnik i popręg. Założyłam ogłowie, a sobie ostrogi i skierowaliśmy się na ujeżdżalnię. Tam wskoczyłam sprawnie na ogiera, gdy ten stał ze stoickim spokojem. Poprawiłam długość puślisk, podciągnęłam popręg i dałam sygnał do stępa. Koń ruszył swobodnym stępem z głową puszczoną luźno w dole. Poprawiłam wodze i stępowaliśmy wpierw kilka okrążeń wokół ujeżdżalni, a następnie robiłam koła 20 metrów, wolty, zmiany przez przekątną. Po 20 minutach zakłusowałam. Ogier szedł z mocno wypukłymi plecami, podstawionym zadem. Był lekko do pchania ale tak delikatnie. Bawiliśmy się przejściami - kłus/jog/stęp/stój/cofanie w różnych kombinacjach. Ogier miał nietęgą minę, ale wszystko wykonywał bez żadnego ociągania. Dołączyłam do tego wszystkiego drążki. Siedzenie na takim koniu to sama przyjemność! Nadszedł moment na galop - wpierw zrobiłam po 2 koła na każdą nogę dość szybkim galopem + było parę bryków. Następnie porobiliśmy lotne zmiany nogi, oraz zmiany przez stęp, oraz stój. Bawiliśmy się przejściami, zmianami nóg, aż uśmiech sam cisnął się na usta. Złoty koń, aż żal, że stoi i się marnuje w SC...
Po jakimś czasie przeszliśmy do stępa i skierowaliśmy się w teren, by nie męczyć się w kurzu na ujeżdżalni. Długo szwendaliśmy się po lesie, po czym wróciliśmy do stajni, gdzie rozebrałam ogiera, umyłam i wpuściłam do boksu, nagradzając go marchewką.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Stały bywalec



Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 760
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 8:53, 29 Maj 2011    Temat postu:

Po wyczyszczeniu Sokisty postanowiłam wpaść do Bmeranga. Deresz był jednym z bardziej lubianych przeze mnie koni, może ze względu na to, że kiedyś z nim pracowałam. Pomyślałam, że trochę westernu się przyda. Zabrałam z siodlarni potrzebny mi sprzęt i po ułożeniu go na placu powędrowałam po łogra. Bum pasł się spokojnie nieco w głębi pastwiska. Na mój widok zastrzygł uszami, zrobił parę kroków to w moją stronę, to ode mnie, ostatecznie wołany przyszedł ze skulonymi uszami.
-O, widzę, że robisz postępy chłopia - Powiedziałam gładząc deresza po czole, przypinając uwiąz do jego kantara i prowadząc Quartera na plac. Bum czasem machnął groźnie głową, jednak nie wykonywał niebezpieczniejszych ruchów. Na miejscu przywiązałam go w miarę luźno, ale bez przesady, poklepałam i szybko czyścimy. Miał sporo zlepek na zadzie i brzuchu, poza tym był czysty. Uporałam się w miarę wszystko, Bum z początku wredny i przeszkadzający po jakimś czasie stanął, rozluźnił się, odciążył nogę i zaczął drzemać w cieple porannego słońca. Gdy skończyłam z jego miejscami brunatną sierścią chwyciłam grzebień i rozczesałam krótką grzywę, oraz długi ogon. Spojrzałam na konia. Wyglądał lepiej, a drzemiąc wyglądał na niewinne, spokojne stworzenie. Niestety, tylko wyglądał. Byłam zmuszona obudzić ogiera, aby podał mi nogi. Ku zdziwieniu nie tylko mnie, ale i Carroty, przechodzącej obok nogę podał od razu, bez oporu. Tak samo było z tyłem, drugim tyłem i drugim przodem. Zaskoczona podarowałam dereszowi w nagrodę cukierka. Schrupał go leniwie, a ja zajęłam się siodłaniem. Założyłam Bumowi jego ochraniacze treningowe, siodło westernowe z padem o podobnej kolorystyce i ostatecznie ogłowie. Bumerang nie chciał przyjąć wędzidła, jednak jakoś sobie z tym poradziłam. Poklepałam konia, chwyciłam wodze i podprowadziłam do schodków. Podciągnęłam popręg, ustawiłam strzemiona jak należy i ze stopni wgramoliłam się na grzbiet Quartera. Bum czując człowieka usztywnił się, machnął ogonem i stał jak kołek wbity w ziemię. Dobrze zrobiłam biorąc bata, ale wolałam go dziś nie używać.

Na lekkie łydki reakcji nie było, na mocne ogier ruszył leniwym stępem. Popukałam go lekko bacikiem po zadzie, przykładając delikatnie łydki, by zrozumiał, że nie powinien zlewać tego sygnału, inaczej może być niemiło. Stępem już nieco energiczniejszym powędrowaliśmy na maneż. Było przyjemnie - nie za gorąco, nie za chłodno, lekki wiaterek i promienie słońca. Bum był z początku sztywny, więc po zrobieniu sporej ilości okrążeń wzięłam wodze w obie dłonie i zaczęły się wolty, zmiany kierunku, ba, nawet wygięcia mogące robić za wstęp do łopatek. Starałam się nie wyginać deresza tylko do wewnątrz, by mu nie zaskoczył wewnątrzskręt. Bumerang z początku niechętnie wykonywał moje polecenia, jednak z czasem zaczął się rozluźniać, uelastyczniać i ładniej reagować a pomoce. Sporo zatrzymań - pracujemy nad błyskawiczną reakcją. W końcu wzięłam wodze w jedną dłoń, sprawdziłam popręg, pojeździłam z ogierem po ósemce i zaczynamy kłus. Lekka łydka - przyspieszenie. Mocniejsza łydka - mocniejsze przyspieszenie. W końcu zastosowałam lekką łydkę + lekki bat na zadzie. Od razu kłus. Uparty koń z niego.
Na początku deresz był spięty, głowę trzymał raczej w górze, ogółem zero zaangażowania. Ponagliłam go do żwawszego kłusa, a łapiąc wodze w dwie łapki i wykonując czasem lekkie półparadki zachęcałam go do rozluźnienia się i opuszczenia łebka. Dużo wolt mniejszych, większych, serpentyny, przejścia do stępa i częste zmiany kierunków. Te elementy doprowadziły do tego, że po jakiś 10 minutach kłusa Bum rozluźnił się, przyjął prawidłową postawę i wyraźnie uregulował rytm kłusa. Poklepałam go i zatrzymanie. Sporo kroków stępa, słaba reakcja na dosiad. Ruszenie kłusem i zatrzymanie. Bardzo ładne, równe, koń prosty. Sowita pochwała i ruszenie kłusem. Znów zatrzymanie. Chwila stania i ruszenie stępem. Przejście przez drągi na stępo-kłus i przechodzimy do jogu. Ładny, rozluźniony koń, widać, że zrobił duże postępy. Pojeździliśmy trochę z przejściami jog-kłus, jog-stęp-jog, jog-stój-jog itd. Wychodziły nawet nawet, spodziewałam się gorszej pracy u ogiera. Ten jednak zaangażował się w trening i naprawdę ładnie chodził. Zatrzymałam go i cofanie. Zgrabne, chętne. Ruszenie stępem z cofania - no problem. Pochwaliłam Buma i w kłusie przejeżdżamy przez drągi. Nogi nieco niechętnie podnoszone do góry, co zaowocowało częstymi puknięciami. Przy kolejnej próbie mocniej docisnęłam łydki i zacmokałam na ogiera. Dużo lepiej. Pochwaliłam i do stępa, bo zaraz galop.
Gdy złapaliśmy oddech skróciłam lekko wodze, uświadomiłam deresza, że zaraz będzie praca i w najbliższym narożniku zagalopowanie. Płynne, miękkie przejście w ładny, równy galop. Pochwała głosem i od dosiadu zwalniamy do lope. Bum nieco niechętnie wykonał polecenie, usztywniając się, jednak chwila pracy na kole, z wodzami w dwóch łapkach pomogła się rozluźnić i wbić w jeden rytm. Po wykonaniu paru okrążeń sprawdziłam jak się mają koła. Były w porządku, ten chód był na tyle spokojny, że w odpowiednim momencie mogłam skorygować ogiera. Spróbowałam przejść do jogu. Nieźle mną szarpnęło, ale przeszliśmy. Z jogu ruszenie lope na prostej. Dobra noga, dobre tempo, dobry koń. Znów przejście do jogu - lepiej, mniej zarzucone, płynne, ale nadal brak równowagi i spokoju, Bum gubił kontakt z jeźdźcem, a dokładniej jego ręką. Znów zagalopowanie, chwila lope i do jogu. Dużo lepiej. Pochwaliłam, zatrzymałam. Ruszenie galopem ze stój. Chwila galopu, przejście do lope i z lope do stępa. Ładnie, płynnie. Ruszenie lope ze stępa i lotna zmiana nogi. Ładna, bez brykania. Pochwała, trochę jazdy po ścianie w lope i galopie, potem koła w lope, koła w galopie i przejścia lope-stęp-lope. Od razu fajnie wychodziły, więc lope-stój-lope. To już nie było takie proste. Bumerang musiał naprawdę wolno galopować, by wykonać poprawne zatrzymanie. Mieliśmy z tym trochę problemów. Mimo to, po jakimś czasie zaczęło nam to wychodzić. Poklepałam już lekko mokrego ogiera i dałam odsapnąć w stępie. Nie był to jednak koniec pracy. Gdy ochłonął wykonałam cofanie, i z niego zagalopowanie. O dziwo przejście świetne, żadnych problemów. Pochwaliłam Buma i jeździmy po ósemce z lotnymi. Najpierw duża, na cały maneż, potem coraz mniejsza i mniejsza. W końcu robiliśmy malutkie zakręty i po jakiś 2-3 fulach była lotna, potem znów 2-3 fule i lotna. Wszystko na ósemce. W końcu stwierdziłam, że wystarczy i pogoniłam deresza do mocnego galopu. Niech się chłopak wyszaleje. Ogier wyciągnął się, szedł pewnie, szybko i zręcznie. Zgrabnie wyjeżdżał narożniki, a gdy wzięłam go na koło poprawnie utrzymywał wygięcie. Postanowiłam zrobić w czymś takim lotną. Mocny galop po przekątnej, lotna z bryknięciem i dalej galopujemy. Tego bryknięcia oczekiwałam. Kolejna lotna - bez bryknięcia. Pochwała i zwalniamy do lope, następnie do kłusa.
Poklepałam Bumeranga po obu stronach szyi i kłusujemy sobie po ścianach, koń z łebkiem w dole, rozluźniony i zadowolony, ja siedząca głęboko w siodle, odprężona i zmęczona. Przejście do jogu, parę okrążeń tym chodem i do stępa. Tak jak zwykle wyjechaliśmy z maneżu i skierowaliśmy się w stronę lasu. Bumerang już nie przejmował się tak bardzo zmiana otoczenia, szedł dalej z głową w dole, spokojny i zmęczony. Leśnymi ścieżkami postępowaliśmy sobie z 15-20 minut, następnie wracamy przed stajnię.

Na placu zsiadłam z ogiera, poklepałam go i zaprowadziłam na stanowisko, gdzie był uwiązany przed jazdą. Zdjęłam z niego siodło, ochraniacze, ogłowie i na kantarze poprowadziłam w stronę myjki. Schłodziłam mu nogi, umyłam kopyta i w końcu ciepławą wodą zmoczyłam całego konia. Poprosiłam Carrot o przyniesienie szamponu, sama przekonując ogiera, że woda na uszach i pysku nie gryzie. Spłukałam dokładnie każdy skrawek jego ciała, zakręciłam kurek i odebrałam szampon. Po paru minutach Bumerang pokryty był białą pianą. Chwyciłam szlaufa, odkręciłam trochę bardziej niż letnią wodę i zaczęłam dokładnie spłukiwać z ogra szampon. Przyznam, że deresz był bardzo brudny. Woda i piana, które z niego spływały były brązowe. Dosłownie. Po zmyciu całego szamponu oczom ukazał się lśniący, wyraźny siwy deresz. Zgarnęłam z Buma wodę ściągaczką, a patrząc z przerażeniem na zegarek konie wlepiłam Dei z prośbą o wysuszenie na słońcu. Spojrzała na mnie z niepewną miną, ale zgodziła się. Ja zaś poleciałam odnieść sprzęt, wsiadłam w auto i pojechałam na ważne dla mnie spotkanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zuzka




Dołączył: 11 Lut 2011
Posty: 82
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:45, 15 Cze 2011    Temat postu:

Weszłam do Exodusa i zobaczyłam Noxla. Biedny. Dawno do niego nie zaglądałam. Podeszłam do boksu i dałam mu marchew. Weszłam do niego i zaczęłam czyścić, a potem go osiodłałam i wyszliśmy na dwór. Capnęłam po drodze lonżę i na lonżownik. Zaczepiłam konia i ruszyłam do stępa. Koń się ruszał pięknie, choć widziałam pewną dozę stresu. Prawdopodobnie stresującym czynnikiem byłam ja. Serek nie widział mnie od dawna. Cmoknełam i uśmiechnęłam się. Wiedziałam że to nic nie da i że muszę sobie jeszcze raz pozyskac jego zaufanie. Zatrzymałam go i rozsiodłałam. Zrobimy mu join-up. Odpiełam lonżę i pogoniłam. W tym momencie wszedł Szymon.
-Hejka. Co robisz?
-Musze na nim pojeździć. Na Insidzie też, a potem mam trening Borduma.
-To może ty wejdziesz na Insida, ja na Noxla i pojedziemy w teren a potem zajmiesz się Bordumem co?
-Mi pasuje!
Poszłam do Insida. Nie macie pojęcia jak się ucieszył!
-Mój mały łobuz!- wtuliłam mu się w grzywę i zaczęłam czyścić.
Po osiadłaniu weszłam na plac i powiedziałam Szymonowi by poczekał jeszcze chwilę i poszłam po mapy. Przyszłam i wsiedliśmy. W planach miałam podjechanie pod SC i zabranie 3 koni pod kuzynką i koleżankami: Apacza, Bumeranga i Runa. I pojechaliśmy w las. Jechaliśmy stępem. To pierwszy teren Insidowego. Jechał taki ciekawy wszystkiego! Noxle nie miał takiego kłopotu. Jechał ładnie bez emocji. Do czasu gdy Szymon dał łydke. Ruszył żwawym stępem przechodzącym w kłus. To zakłusowaliśmy na co Ini zareagował radosnym przejsciem czym zaraził tez Noxla. Dobrze mi się patrzało jak oni dwaj się świetnie dogadują. W pobliżu zobaczyłam jeziorko lecz nie było tak gorąco by się wykąpać. Przeszliśmy do stępa gdyż za jeziorkiem widniało SC skąd wychodziły dziewczęta. I skierowaliśmy się do mojej stajni....
Po krótkiej kontroli robót i nakarmieniu bocianów wróciliśmy na ścieżkę a przy jeziorku... Bix i Nightmare!
-Night...
Klacz odwróciła łepetynkę jakby mnie poznawała... Zsidałam z Noxla i powiedziałam Szymonowi by go potrzymał.
-Hejka Bix! Czy mogę...
-Oczywiście!
Wtuliłam się w sierść ukochanej klaczy. Przesłałam jej krótkiego buziaczka.
-Bix jedziesz z nami tu przez mostek?
-No ja moge tylko kawałek i wracamy do Ahory.
-To chociaż ten kawałek.
I jedziemy dalej kłusem. Klaudia z Runem wydawali się być parą wprost stworzoną dla siebie. Ale już Wiktoria narzekała na Apacza. Że to tamto siamto... wrrrr. A jadzia z Bumerangiem zapowiadali się nieźle lecz Bu nie ufał Jadzi. Bix i Night jechały swobodnie, ja z Inim byliśmy wniebowzięci a Szymon z Noxlem.... no okej... Przejechaliśmy obok jeziora i Bix skręciła w alejke do Ahory a my zagalopowaliśmy w zastępie. Szymon sskkaakkaałł w siodle, ja jechałam półsiadem, na co Inside przyspieszał co powodowało że Noxle ktłóry był za Bułanym tez przyspieszał na co Szymon reagował napadem czkawki. Reakcja łańcuchowa. Dojechaliśmy do skrzyżowania gdzie stanęliśmy i umówilismy się na spotkanie w Exodusie. A mu z Szymonem spokojnym stepikiem dojechaliśmy do exodusa gdzie po rozsiodłaniu wypuściliśmy konie na pastwisko. A niech się popasajom. Wink
Ma watek to wstawię


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Joanne
Stały bywalec



Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 760
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:00, 17 Lip 2011    Temat postu:

Przyjechałam do SC, by zająć się "moimi" chłopakami. Przyznam się - zaniedbałam swoje obowiązki, jednak zebrałam siły i ustaliłam sobie plan na dziś. Jako pierwszy, trening miał mieć Bumerang. Jako, że w swojej młodości skakał trochę, ja na nim też skakałam i wychodziło nam to znośnie, postanowiłam sobie przypomnieć dawne czasy. Ogier stał jeszcze w boksie, senny i niezbyt chętny do ruchu. Łapiąc kantar z uwiązem zacmokałam i otworzyłam drzwiczki. Bum najpierw skulił się, machnął łbem i kłapnął zębami, jednak widząc, że tym nic nie wskóra spokojnie pozwolił na założenie halterka. Wyprowadziłam leniucha na korytarz, uwiązałam i otworzyłam skrzynkę ze szczotkami. Wyciągnęłam iglaka oraz włosiankę, którymi potem dokładnie wyczyściłam miejscami coraz bielszą sierść ogiera. Bumerang z początku był złośliwy, kręcił się i wiercił jak tylko mógł, czasem stwierdzał, że nie chce się przesunąć itp, jednak po dłuższym czasie stanął, odciążył jedną nogę i zaczął drzemać. Wtedy wyciągnęłam grzebień, którym dokładnie rozczesałam utrzymane w dobrym stanie grzywę i ogon deresza. Poszło gładko, na koniec zostały mi kopyta. Poprosiłam ogiera o lewo przód - nic. Naparłam mocniej - znów nic. Jeszcze mocniej - on naparł na mnie. Lekkie klapnięcie po łopatce i powtarzamy. Tym razem ogier podał nogę od razu. Pochwaliłam głosem i szybko wyskrobałam wszelkie brudy, odstawiłam nogę i poklepałam konia. Lewy tył podał ładnie, wystarczyło mocniej przejechać po nodze dłonią. Wyczyściłam, odstawiłam i prawy tył. Również bardzo ładnie. Pochwaliłam ogiera i prawy przód. Znów zero reakcji, potem przekomarzanie się poprzez napieranie, ostre "ej!" i nagle koń chętnie podaje nogi. Raz próbował się wyrwać, jednak przytrzymałam i skarciłam go głosem. Gdy skończyłam dałam Bumowi kawałek marchwi i załapałam ochraniacze skokowe. Dawno nie używane, ale w dobrym stanie. Pozakładałam na nogi i siodło skokowe z wciętym czaprakiem. Futerko nie jest nam potrzebne, siodło idealnie leży na grzbiecie ogra. Zapięłam popręg na pierwszą dziurkę i czas na ogłowie. Wyjątkowo wzięłam z siodlarni jakieś niczyje z nachrapnikiem polskim, lecz bez skośnika i przepięłam do niego wędzidło Buma. Zdjęłam ogierowi kantar, przerzuciłam wodze przez szyję i poprosiłam konia o przyjęcie kiełzna. Musiałam wsadzić mu kciuka do buzi, by w końcu ją otworzył i szybko, ale delikatnie wsunęłam wędzidło i założyłam resztę ogłowia. Poklepałam Quartera i pozapinałam wszystkie paski, dopasowałam co było trzeba, następnie wzięłam w dłoń bata, złapałam konia za wodze i wychodzimy na dwór. Pogoda była udana - po ostatnich deszczowych dniach nie było sucho i parnie, jednakże świecące słońce doprowadziło place do bardzo dobrego stanu używalności (nie było błota, ale też się nie kurzyły) i spowodowało optymalną temperaturę. Weszliśmy z Bumerangiem na maneż, gdzie Dei lonżowała Last Songa. Zatrzymałam Quartera, podciągnęłam popręg najpierw z jego prawej, potem lewej strony, opuściłam i uregulowałam strzemiona, po czym włożyłam nogę w strzemię, drugą odbiłam się od ziemi i już siedziałam na grzbiecie ogiera.

-No kochany, ruszamy. - Powiedziałam przykładając łydki do jego boków. Bumerang ruszył leniwym stępem, więc działając łydkami na przemian zaczęłam dyktować tempo, a jeśli one nie pomagały, wystarczyło raz delikatnie puknąć konia po zadzie bacikiem i od razu się idzie do przodu. Dałam Bumowi luźną wodzę, niech korzysta z swobody chłopina. Pokręciliśmy się po placu zapoznając kolejno z przeszkodami, na których będziemy dziś pracować. Ogier powoli się rozbudzał, kolorowe drągi wyraźnie go ciekawiły. Miał spore opory przed podejściem do naprawdę barwnej stacjonaty z bannerem na desce. W końcu jednak się przełamał, ostrożnie obwąchał drąga, deskę, stojaki i nie ma problemu. W końcu zatrzymanie, sprawdzamy popręg i ruszamy stępem, po chwili kłusem.
Bum na początku nie zareagował, więc przy drugim podejściu doprawiłam łydki pyknięciem batem za nimi. Od razu ruszył do przodu. Dłuższa wodza, niskie ustawienie, rozluźniamy i rozgrzewamy mięśnie na prostych i delikatnych łukach. Od czasu do czasu przejście, częste zmiany kierunków, z czasem coraz odważniejsze wygięcia. Po 10 minutach kłusowania zaczęłam wykonywać z dereszem zatrzymania i ruszenia kłusem ze stój, przejeżdżać przez drągi i stopniowo dochodząc do zebrania. Dużo wolt i serpentyn, slalom między przeszkodami. Starałam się zainteresować ogiera jazdą. Drągi w różnym rozstawie, zmiany tempa, dużo przejść i drągów, z czasem także cavaletti. Po jakimś czasie chłopak wkręcił się w robotę i naprawdę fajnie pracował. W końcu przestał skupiać się tylko na stawianiu oporu, a zaczął szukać wspólnego języka i się dogadywać. Chwaliłam go często, szczególnie po udanych zakłusowaniach, bo przejścia w górę nie były jego mocną stroną. Po 20 minutach kłusa poluźniłam wodze, żucie z ręki na kole i potem do stępa. Bum chętnie się rozluźnił i rozciągnął mięśnie grzbietu, szyi. Dałam mu odsapnąć parę minut przed galopem, gdyż nie ma on świetnej kondycji.
W końcu zebrałam wodze na kontakt, pozbierałam ogra do kupy i ruszenie kłusem. Bumerang przeczuwający co się święci zaczął przyspieszać. No to na woltę, uspokajamy. Gdy już się dogadaliśmy usiadłam w siodło na parę kroków, po chwili przyłożyłam łydki i zagalopowanie. Quarter bryknął lekko dwa razy, następnie ruszył spokojnym galopem przed siebie, międląc wędzidło.

soon.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Joanne dnia Pon 9:26, 18 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Stajnia Centralna Strona Główna -> Stare treningi, odwiedziny Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin