Forum Stajnia Centralna Strona Główna Stajnia Centralna
Stajnia Centralna - główna stajnia Rysuala
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Nimfa - Odwiedziny

 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Stajnia Centralna Strona Główna -> Stare treningi, odwiedziny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Roselle
Większy wolontariusz



Dołączył: 19 Cze 2008
Posty: 243
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:10, 27 Wrz 2008    Temat postu: Nimfa - Odwiedziny

Tutaj piszecie odwiedziny

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blacky
Bywalec



Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 613
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Śro 20:03, 18 Lut 2009    Temat postu:

Weszłam do Stajni Centralnej i rozejrzałam się. Wokół mnie w boksach stało parenaście koni, wszystkie patrzące wyczekująco, z nadzieją. To było trudne i okrutne wejść do boksu tylko jednego z nich. Niestety, nie mogłam odwiedzić wszystkich, a bardzo żałuję.. Po dłuższym zastanowieniu podszłam do boksu kasztanowatej klaczy Nimfy, u której baardzo dawno nikt nie był. Sad Szkoda, bo to wspaniała kobyła. Od razu zaczęła mnie z ufnością obwąchiwać i położyła łeb na moim ramieniu. Niestety nie jest to piórko i głowa też trochę waży, więc musiała ją zepchnąć Sad, ale za to weszłąm do boksu. Tam zaczęła przeszukiwać moje kieszenie. Ja zaczęłam głaskać ją po głowie, szyi, grzbiecie i zadzie. Nie było problemów, nie niepokoiła ani nie wierciła się, jakby ufała mi całkowicie mimo, że widzi mnie z bliska pierwszy raz w życiu. Wyprowaziłam ją na stanowisko, potem poszłam do skrzynkę ze szczotkami i zabrałam się do roboty. Kurz, zaklejki, grzywa z ogonem i kopyta, zero problemów. Była baardzo brudna, w kopytach miała kamienie (jednego nie chciała dać, bo jeden kamyczek sprawiał jej ból), a grzywę poplątaną. Fatalny stan. Na szczęście udało mi się ją jakoś ogarnąć. Smile Później zapięłam uwiąz i poszłam z Nimfą na maly spacrek do lasu, który trwał niecałe pół godziny, choć z powortem ponad. ^^ Przez cały czas N. była bardzo grzeczna, szla za mną spokojnym i równym krokiem - raz tylko się spłoszyła, jak jakieś zwierzę przebiegło przed nami w cwale. ;d Ale poza tym spacer był naprawdę przyjemny. Smile Potem tylko dałam kobyłce 2 przysmaki, obczyściłam ją na szybko i pożegnałam się. ;*

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blacky
Bywalec



Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 613
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Wto 21:37, 24 Lut 2009    Temat postu:

Weszłam do Stajni Centralnej rozglądając się za kasztanowatym łbem, który wypatrzyłam w kilka sekund - nie było to trudne, bo znałam dobrze klacz, do której przyszłam i nie miałam problemów z rozpoznaniem jej. ;] Przyszłam do niej, zostawiłam na stanowisku szczotki i przywitałam się - zaczęłam głaskać ją po całym ciele mówiąc do niej w tym samym czasie opanowanym tonem. Jako jeden z niewielu tutejszych koni (które przy każdych odwiedzinach zostały hojnie obdarowywane) nie miała prawdziwego nawyku szukania smakołyków po kieszeniach - owszem, zdarzało jej się, ale sporadycznie. Dziś jakoś nie zaczęła. Wink Po kilku minutach wyprowadziłam ją na stanowisko i zaczęłam czyszczenie - kurz, sklejki, ogon z grzywą i kopytka, czyli standardowa kolejność i taki schemat, którym prawie zawsze się posługuję. Wink Była bardzo brudna, nikt u niej nie był prawie od tygodnia, więc nie ma co się dziwić. Smile Potem zapięłam uwiąz i poszłam z klaczką do lasu - jest to kobyłka średniego wzrostu, a ja podczas spacerku jakoś zapragnęłam wrócić na oklep trzymając się grzywy. Weszłam na pieniek drzewa, podciągnęłam się i.. łup!, na ziemię. Klacz odbiegła, ale złapałam ją i spróbowałam ponownie. Udało się - może i kasztanka na początku była lekko spięta, ale później rozluźniła się. Dotarłam tak do stajni i spotkałam Arabiką robiąca "przegląd" stajni i kiedy nas zauważyła tylko się uśmiechnęła. Odpowiedziałam jej tym samym zsiadłam i zaprowadziłam Nimfę do boksu. Tam pomasowałam jej kłąb, nogi i uszy po czym zostawiając za sobą połowę jabłka "uciekłam" do domu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blacky
Bywalec



Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 613
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Sob 21:34, 28 Lut 2009    Temat postu:

Przyjechałam do SC z wiadomego powodu - spotkania z końmi. Kiedy weszłam do środka jakaś kasztanowata klaczka zarżała i z nudy zaczęła obgryzać ścianki boksu. Skarciłam ją za to i dopiero teraz się skapnęłam, że to Nimfa - nie poznałam jej, bo jakoś dziwnie znudzona jest.. ^^ Założyłam jej kantar, wyprowadziłam na stanowisko, gdzie rozpoczęłam 'rytuał' czyszczenia. Very Happy Od razu było widać, że klaczkę wręcz rozpiera energia, więc po szybkiej akcji poszłam z nią na wybieg razem z batem - galopowała, aż sie kurzy - kiedy zatrzymywała się i zaczynała kopać w ścianę (;/) zaczynałam ją popędzać i kolejne dzikie cwały poprzeplatane barankami - wspaniały widok, cykałam fotki, może wywołam..? Smile (dodam rys XD) Potem zrobiłam Nimfie ok. 10 cienkich warkoczyków, które wyglądały na niej przepięknie, aż nie mogłam oderwać od niej wzroku, wyglądała jak jakaś końska księżniczka, naprawdę. ;o Zaprowaziłam ją do boksu z powrotem, gdzie rozmawiałam z nią ok. pół godziny. XD W końcu jednak nadeszła na mnie pora i musiałam się pożegnać z angloarabką. Aż żal.. Sad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blacky
Bywalec



Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 613
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Śro 22:59, 04 Mar 2009    Temat postu:

Dziś około południa postanowiłam odwiedzić klaczkę, którą się opiekuję - Nimfę. Kiedy weszłam do stajni od razu jej przyjazny łebek zawitał nad drzwami boksu, więc podeszłam i pogłaskałam ją, po czym otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Kasztanka cofnęła się, oglądając mnie (i moje kieszenie..) bardzo dokładnie, trochę nieufnie. Dałam jej smakołyk i pogłaskałam ją delikatnie po szyi - bez nerwów, aby jej nie przestraszyć. Potem nie robiąc gwałtownych ruchów założyłam jej kantar, który wisiał przed boksem. Chwyciłam za niego i zaprowadziłam angloarabkę na stanowisko.
Poszłam do szczotki i wzięłam się do roboty. Zauważyłam, że warkoczyki nadal się utrzymywały, aczkolwiek były już trochę poczochrane, więc żeby nie było problemów z rozczsywaniem, już je rozplątałam. Potem wyczyściłam zlepki, rozeczsałam ogon i przeczyściłam mięciutką gąbką pysk. Wzięłam po kolei wszytkie 4 kopytka, dawała bez problemu mimo, że miała bardzo brudne i pełne kamieni. ;/ Potem zapięłam uwiąz i przeszłam się z Nimfą do lasku, który był nieopodal. Szłyśmy sobie dróżką na luźnej lince - nie ciągnęłam klaczy ani nie popędzałam, szłyśmy obok siebie na spokojnie i na luzie - tak, żeby się odpręyła w moim towarzystwie. Czy się udało - nie wiem, ale próbowałam. Przechodziłyśmy przez mocno zaśnieżoną łąkę, gdzie klacz zarżała cicho, ale nie wyrwała się ani nic, przez cały spacer była grzeczna. Smile Kiedy wróciłam napoiłam ją porządnie, dałam kilka przysmaków i, rzecz jasna, zrobiłam w końcu ten masaż. Najpierw zaczęłam od kręcenia kółek na całym ciele. Jakoś nie poskutkowało, bo była trochę spięta. Później kłąb - już lepiej, choć robiłam to delikatnie. No i kąciki uszu - pochyliła łeb i przymknęła z zadowoleniem oczy i nadstawiała się, kiedy ja robiłam różne rzeczy z jej uchem - na zewnątrz i wwnątrz. Kiey na chwilę przestawałam patrzyła na mnie z niemym wyrzutem i trącała pyskiem, prosąc o jeszcze, na co ja zawsze odpowiadałam wybuchem śmiechu, al masowałam dalej. Po pewnym czasie uznałam, że wystarczy i przeszłam do nóg - w tym może jeszcze nie mam zbyt dużej wprawy, ale chyba uszy ułatwiły mi zadanie, bo dzięki temu jakoś była bardziej zrelaksowana i odprężona w moim towarzystwie, nie czułam stresu czy niepewności, któa towarzyszyła mi od początku. Potem jeszcze porozmawiałam z agloarabką (słyszałam, że dzięki temu konie się łatwiej przywiazują i są bardziej ufne, ogólnie lubią to) i głaskałam ją po całym ciele. Była spokojna i przyjaźnie nastawiona. :] Potem na pożegnanie dałam jej lekkiego buziaka w chrapkę i, z żalem w sercu, wyszłam ze stajni.

Słowa: 404
Punkty: 12


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jameel




Dołączył: 06 Kwi 2009
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Eee.. Warszawa ;P

PostWysłany: Wto 20:56, 07 Kwi 2009    Temat postu: Spotkanie z Nimfą ^^

Do SC przyszłam około południa. Widząc rozbiegane konie na padoku, wzięłam uwiąz, szczotki w worku i ruszyłam w tamtą stronę.
Z daleka zobaczyłam angloarabkę, którą miałam pod opieką- Nimfę.
Zaciekawione konie zbliżyły się do mnie, a ja pogłaskałam każdego z nich po kolei. Weszłam na padok i wyrwałam się z gromadki koni, które od razu mnie otoczyły. Podeszłam spokojnym krokiem do klaczy chowając za plecami uwiąz. On nieufnie- widziała mnie pierwszy raz, wyciągnęła szyję i zaczęła mnie obwąchiwać. Zaciekawiona podeszła bliżej. Wyciągnęłam spokojnie rękę, a potem pogłaskałam klacz w wilgotne chrapy. Chwyciłam kantar i zapięłam uwiąz. Pogłaskałam jeszcze raz klacz, przytuliłam i ruszyłam powoli ku wyjściu, po drodze ogarniając inne ciekawskie klacze.
Gdy wyrwałyśmy się obie z tłumu, ruszyłam powolnym stępem ku stajni. Tam zamierzałam trochę klacz pomęczyć swoją obecnością. ^^
Przyszłam do stajni i zabrałam klacz na stanowisko. Uwiązałam ją i zaczęłam zabieg.
Na początku chwyciłam włosianą szczotę ^^ i eliminowałam po kolei wszystkie suche brudy i włosy, które wypadł. Potem chwyciłam do ręki plastikowe zgrzebło i przeczesałam całą klacz usuwając z niej zlepy. Następnie rozczesałam na początku grzywę i ogon palcami, a potem grzebykiem delikatnie. Odłożyłam grzebyk i wzięłam kopystkę. Oczyściłam z błota, brudu, ziemi i kamieni wszystkie cztery kopyta po kolei. Klacz dawała wszystkie bardzo grzecznie, tylko z lewą tylną musiałam mocniej dać jej do zrozumienia, że mam zamiar to właśnie kopyto wyczyścić. Poklepałam klacz, a potem wyjęłam wilgotną gąbkę i przetarłam chrapy, kąciki oczy i uszy. Tarmosiła się z tym Nimfa niemiłosiernie, ale jakoś dałyśmy radę Smile. Pochowałam wszystko i odniosłam na miejsce. Wróciłam szybciutko do Nimfy i odwiązałam ją.
Postanowiłam, że wyjdę z nią na krótki spacer po okolicy.
Na początku poszłyśmy na jakąś pobliską łąkę, na której się właśnie wszystko zieleniło. Na luzie chwilę tam postałyśmy, po odpoczywałyśmy, powdychałyśmy świeże powietrze. Nimfa, gdy się już nawdychała, zaczęła skubać pobliskie młode drzewko. Szybko zareagowałam i lekko, bez nerwów odciągnęłam klacz od drzewka. Niech rośnie, i niech konie go nie zżerają. ^^
Poszłam kilka kroków w przód, zostawiając klacz za sobą, a jednak trzymając w ręku uwiąz. Klacz na początku nie zamartwiała się, że odeszłam i zaczęła skubać, jeszcze młodą trawę. Dopiero po chwili zorientowała się o co mi chodzi i zrobiła kilka mały kroczków w moją stronę. Poklepałam delikatnie klacz i znów- kilka kroków w przód. Tym razem jednak klacz zareagowała szybciej. Spojrzała się tylko za siebie i zrobiła krok w moją stronę. I znów pochwała, i znów kroki- tym razem jednak w bok. Klacz zdezorientowana na początku poszła krok w przód, ale jednak zaraz potem naprawiła swój błąd i przyszła do mnie.
Długo tak razem stąpałyśmy, a ja w tym czasie odkryłam, że klacz ta jest bardzo pojętna i ma dobrą pamięć.
Nie męczyłam jej długo, zastałyśmy jeszcze trochę by poskubać trawy (Nimfa oczywiście, nie ja ^^) i powoli zaczęłyśmy wracać do SC.
Gdy wróciłyśmy, przywiązałam klacz do stanowiska i szybko ją przeczyściłam. Trochę więcej czasu zajęły mi kopyta, ponieważ nazbierało się w nich dużo kamieni. Reszta poszła szybko i bez nerwów.
Po zakończeniu czyszczenia, zauważyłam, że konie z pastwiska wracają już do boksów. Postanowiłam, że już nie będę sobie zawracać głowy pójściem na pastwisko, i tak poza tym nikogo by tam Nimfa nie spotkała, więc od razu odwiązałam kasztankę i ruszyłam do jej prawowitego boksu. Dałam jej tam wody, kilka świeżych owoców i trochę ją popieściłam. Zrobiłam jej masaż, koncentrując się w miejscach lubianych (odkrytych przez Blacky. Dziękuję kochana ^^ ;*). Popieściłam kasztanową jeszcze chwilę, a potem pożegnałam się i wyszłam z boksu. Gdy tylko zamknęłam go za sobą z okienka od razu wystrzeliła ruda głowa prosząc o jeszcze trochę pieścideł. Nie mogłam do końca wieczności jej pieścić, ale odmóiwć takiej klaczy to naprawdę wielki grzech. ==" Strzykając kostkami xD przeciągnęłam się i jeszcze trochę pogłaskałam klacz. Odwlekałam ciągle koniec tych pieszczot, bo zarówno dla mnie i dla Nimfy było to naprawdę miłe. W końcu się przełamałam. Szybko, lecz bez gwałtownych ruchów zamknęłam drzwiczki do okienka i patrząc jeszcze chwile przepraszająco na klacz zwiałam z miejsca zdarzenia.
Oczywiście potem miałam wyrzuty sumienia, no ale musiałam to w końcu zakończyć. Jednak poznałam z tej dobrej strony klacz ^^, a jeszcze czekała mnie ta zła. No cóż.. Pożyjemy, zobaczymy!
W sumie klacz bardzo mi się spodobała i z pewnością do niej wrócę!, a wygląda na to, że owa angloarabianka też mnie polubiła. ^^

Słowa: 717
Punkty: 27


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jameel




Dołączył: 06 Kwi 2009
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Eee.. Warszawa ;P

PostWysłany: Śro 8:37, 08 Kwi 2009    Temat postu:

Ranek. Zaspana weszłam do SC i od razu podeszłam do kasztanowatej klaczy, którą się opiekuję- Nimfy. Widać, że po wczorajszym spotkaniu bardzo mi polubiła, bo wystawiła głowę i od razu poprosiła o pieszczoty. Pogłaskałam ją trochę, a potem poszłam po uwiąz. Gdy tego miałam już w ręce, chwyciłam kantar wiszący u boksu i otworzyłam boks.
Weszłam spokojnie do środka. Nimfa od razu się cofnęła i zaczęła łakomie prosić o coś dobrego. Uśmiechnęłam się tylko i nałożyłam spokojnie kantar. Potem przypięłam uwiąz i otworzyłam szerzej boks. Zaprowadziłam klacz na stanowisko, a gdy ją przywiązałam pobiegłam do skrzynkę z przyborami do pielęgnacji.
Gdy wróciłam, zobaczyłam, że Nimfa jakimś cudem się odwiązała i z wiszącym luźno uwiązem w najlepsze skubała sobie trawę pobliskiego trawnika. Postawiłam skrzynkę na ziemi i spokojnie podeszłam do klaczy. Ona popatrzyła na mnie z lekkim poirytowaniem i dalej kontynuowała swoje jedzenie trawy. Lekko chwyciłam uwiąz i odciągnęłam klacz od trawy. Wróciłam na stanowisko i przywiązałam ją tam mocno.
Zaczęłam pielęgnację. Był jeszcze ranek, ale i tak słońce mocno przygrzewało. Wyciągnęłam szczotkę włosianą i przeczesałam całą klacz, likwidując wszystkie wypadłe włosy i suche brudy. Po przeczyszczeniu całej klaczy, wzięłam plastikowe zgrzebło i usunęłam wszystkie zlepy. Potem grzebykiem i rękami rozczesałam grzywę i ogon. Potem wszystkie kopyta, bez problemów. Po wczorajszym zabiegu nawet nie było tak źle. Wink Próbowałam przywrócić klaczy dawną świetność i muszę powiedzieć, że mi chociaż w jakimś stopniu mi się udało!
Po zakończeniu zabiegu pogładziłam klacz ręką, posprzątałam wszystkie szczoty i odwiązałam klacz. Trzymając w jednej ręce klacz, a w drugiej skrzynkę ruszyłam w stronę stajni. Wprowadziłam klacz do jej boksu, zdjęłam kantar i dałam kilka ciasteczek. Pocałowałam ją z wilgotne chrapy i zaczęłam się z nią łasić. Trwało to jakieś kilkadziesiąt minut, bo poczułam, że już mi ręce odpadają. Żegnając się czule z klaczą, wyszłam z boksu i zamknęłam go za sobą. Wystawiła szybko głowę przez okienko i trąciła mnie nosem. Roześmiałam się i dałam jej połówkę jabłka i chwilę pogłaskałam. Potem jednak widząc, która godzina, zamknęłam drzwiczki od okienka i ruszyłam odłożyć szczotki. Po tej czynności, "uciekłam" do domu, jednak po drodze czule jeszcze raz żegnając się z Nimfą.

Słowa: 354
Punkty: 9


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jameel




Dołączył: 06 Kwi 2009
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Eee.. Warszawa ;P

PostWysłany: Pon 13:53, 13 Kwi 2009    Temat postu:

Przyszłam do SC i od razu skierowałam się do Nimfy. Klacz przywitała mnie radośnie i położyła swoją głowę na ramieniu. Przytuliłam się do niej i potem szybko wysunęłam się spod ciężkiego łba. Na przywitanie z klaczą dałam połowę wielgaśnej marchewy ^^, a potem skierowałam się do siodlarni skąd wzięłam skrzynkę z przyborami do czyszczenia i uwiąz. Położyłam to wszystko przed boksem i wzięłam kantar wiszący z boku. Otworzyłam drzwi do boksu i spokojnym, lecz opanowany krokiem weszłam do środka. Klacz, wiedząc co ma robić, od razu się cofnęła. Uśmiechnęłam się do niej i nałożyłam spokojnie kantar. Potem wyszłam na chwilę z boksu i chwyciłam uwiąz, który przypięłam do kantara. Otworzyłam szerzej boks i wyprowadziłam klacz, a po drodze wzięłam skrzynkę z przyborami do pielęgnacji. Zaprowadziłam klacz na stanowisko i zaczęłam czyścić.
Zaczęłam od szczotki włosianej. Wciągnęłam ją na rękę i zaczęłam czyścić podłużnymi ruchami szyję klaczy odgarniając grzywę. Po wyczyszczeniu szyi, poszłam szczotą wzdłuż ciała, aż do zadu. Potem druga strona klaczy i odłożyłam szczotkę włosianą, a za to wzięłam zgrzebło plastikowe. Znowu przejechałam całą klacz, zatrzymując się na bardziej uciążliwych brudach. Gdy sierść klaczy lśniła czystością, odłożyłam zgrzebło i wzięłam do ręki kopystkę. Zaczęłam od pierwszego kopyta, w którym było pełno kamyków i błota. Po kilku minutach opuściłam już czyste kopyto. Potem wzięłam do ręki kopyto tylne po tej samej stronie. Tutaj było lepiej, tylko kilka małych kamyków i trochę pozlepianego mokrego piachu. Przeszłam na drugą stronę i wzięłam do nogi kopyto. Jednakże Nimfa nie chciała jej dać. Cmoknęłam na klacz i powiedziałam spokojnie "Noga!". Potem naparłam mocniej na tą ową nogę, aż w końcu Nimfa raczyła ją podnieść. Uśmiechnęłam się i zaczęłam czyścić. Okazało się, że klacz nie chciała podnieść kopyta, bo w strzałce zalegał jej bardzo wielki kamień, który przy sprawiał jej ból. Szybko usunęłam kamień i wyczyściłam resztę kopyta. Na koniec ostatnia tylna, która miała zero kamyków i trochę brudu.
Wyprostowałam się i otarłam czoło. Spojrzałam na klacz i zauważyłam, że jej grzywa i ogon są poplątane podczas szaleństw na padoku. Nie zastanawiając się dłużej sięgnęłam do grzywy klaczy i rozczesałam ją palcami, potem to samo zrobiłam z ogonem. Wyciągnęłam grzebień z skrzynki i znów rozczesałam klacz. Gdy osiągnęłam swój cel, cel wyczyszczenia Nimfy na połysk, posprzątałam wszystkie szczotki i włożyłam je z powrotem do skrzynki. Skrzynkę zamknęłam i wzięłam do ręki. Potem odwiązałam klacz ze stanowiska i ruszyłam w stronę stajni. Wprowadziłam ją do jej boksu i zdjęłam kantar. Powiesiłam to przed boksem i zaczęłam intensywnie masować klacz. Zatrzymałam się chwilę na uszach, gdzie klacz najbardziej lubiła masaż.
Gdy skończyłam dałam klaczy drugą połowę gigantycznej marchwi i zaczęłam pieścić. Po półgodzinnych pieszczotach ręce zaczęły mnie boleć, a Nimfa dalej domagała się jeszcze. Pokręciłam głową i szybkim krokiem wyszłam z boksu. Zamknęłam za go sobą. Ruda wystrzeliła od razu z okienka trącając mnie łapczywie chrapami. Pocałowałam ją w czoło i w chrapy, i zapewniłam klacz, że jeszcze wrócę. Ona jakby zrozumiała, bo cofnęła się i zaczęła jeść paszę. Szybko odpięłam uwiąz od kantara, a jego zawiesiłam z boku boksu. xD Poszłam odłożyć szybko skrzynkę z przyborami do pielęgnacji i uwiąz. Potem jeszcze wróciłam do klaczy i szybko się z nią pożegnałam. Wychodząc usłyszałam donośne rżenie. Wiedziałam, że to Nimfa. Na kilometr rozpoznałabym je rżenie. Przystanęłam i obejrzałam się. Nimfa wyciągała głowę z okienka i patrzyła na mnie. Wlaczyłam ze sobą czy wrócić do angloarabki czy odwrócić się i pojechać do domu. Jednak wróciłam do klaczy i tam zostałam przy niej przez najbliższą godzinę. Klacz wyraźnie zadowolona zaczęła się ze mną bawić, szczypając i podgryzając moją kurtkę.
Po tej wspólnie spędzonej godzinie i ja i Nimfa byłyśmy zmęczone. Ona położyła się na sianie, a ja pożegnałam się z nią i ruszyłam do domu.

Słowa: 615
Punkty: 18


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hippika




Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 20:56, 13 Kwi 2009    Temat postu:

Nareszcie udało mi się wpaść do Stajni Centralnej i odwiedzić Nimfę. Byłam pewna, że już dzisiaj nie zdążę, ale jednak się udało. Szłam korytarzem rozglądając się po boksach. Kiedy doszłam do Nimfy z uśmiechem na ustach cmoknęłam na klaczkę, aby ta odwróciła się do mnie przodem. Klacz wychyliła głowę nad drzwiami boksu, a ja wyciągnęłam rękę i dałam jej obwąchać moją dłoń. Uwielbiam czuć ciepły oddech konia na skórze. Powoli zbliżyłam rękę do jej chrap i delikatnie ją po nich pogłaskałam. Po kilku chwilach mogłam już ją głaskać po szyi i boku głowy. Dałam jej przysmak i podrapałam przy uchu. Klacz opuściła głowę i przymknęła oczy. Zaczęłam przebierać palcami w jej grzywie. „Poplątana co?” powiedziałam z uśmiechem do konia. Sięgnęłam po kantar i uwiąz z wieszaka. Otworzyłam drzwi boksu i weszłam do środka. Nimfa uważnie mi się przyglądała. Podeszłam do jej głowy i pogładziłam po czole. Następnie założyłam jej kantar i przypięłam uwiąz. Klacz była bardzo grzeczna i wyglądała na ufną, spokojna i zaciekawioną moją osobą. Wyprowadziłam ją na korytarz i uwiązałam. Wzięłam przygotowany już wcześniej komplet szczotek i zaczęłam powoli czyścić Nimfę szczotką z miękkim włosiem. Klacz była w miarę czysta, ale nie zależało mi tylko na tym aby jej sierść była błyszcząca, ale raczej na tym, aby lepie ją poznać. Wiem, że pielęgnacja bardzo zbliża do siebie konia i człowieka. Powolnymi, delikatnymi ruchami gładziłam najpierw jej szyję, potem pierś i łopatkę, następnie całą przednią nogę. Przeszłam do grzbietu i brzucha. Klacz bez problemu pozwoliła mi się czyścić po brzuchu i w okolicach słabizny. Następnie zad i tylnia noga, a potem analogicznie druga strona. Nimfa stała spokojnie, od czasu do czasu tylko przekręcała łeb, aby przyjrzeć się co robię. Odłożyłam miękką szczotę i wzięłam tą do grzywy. Rozplątałam ją najpierw palcami w najbardziej zlepionych miejscach, a potem spokojnie wyczesałam szczotką. Nimfa chyba to lubi, bo wyglądała na bardzo odprężoną. Kiedy grzywa była już pięknie rozczesana odłożyłam szczotkę i położyłam rękę na kłębie klaczy. Przejechałam dłonią po grzbiecie, aż do zadu, rzepu ogonowego. Delikatnie złapałam jej ogon i stojąc z boku rozplątywałam go palcami. Naprawdę lubię to robić i daje to lepsze efekty niż zwykłe czesanie szczotką, które dodatkowo wyrywa długo rosnące włosy w ogonie. Ukończyłam tą pracę i podeszłam do głowy Nimfy. Pogładziłam ją po czole i szyi. Bardzo ładnie się zachowywała. Wzięłam szczotkę do czyszczenia łba i delikatnie pogładziłam ją nią po głowie. Nimfa najwyraźniej to lubi. Sięgnęłam po kopystkę ze skrzynki. „Zobaczymy jak się Nimfa zachowuje przy czyszczeniu kopytek, co?” powiedziałam do niej pieszczotliwie. Zbliżyłam się do łopatki i pogładziłam ją dłonią od szyi, poprzez łopatkę, górną część nogi, aż po kopyto. Klaczka sama grzecznie uniosła nogę. Uśmiechnęła się do siebie. Nawet nie musiałam wydawać głośnej komendy. Ona stała spokojnie, gdy ja ostrożnie czyściłam wszystkie jej kopyta po kolei. Po odłożeniu kopystki wreszcie zakończyłam czyszczenie. Dałam Nimfie marchewkę za dobre zachowanie i pomiziałam ją po głowie i szyi. Odwiązałam ją i skierowałam ją do wyjścia ze stajni. Kiedy byłyśmy na zewnątrz zaczęłam z nią iść w stronę lasu. Powolnym stępikiem szłyśmy piaszczystą, leśną drogą. Po około piętnastu minutach grzecznego spaceru, chciałam sprawdzić jak Nimfa zachowa się w kłusie. Zaczęłam powoli biec truchtem i cmoknęłam na klacz. Nimfa wybiła do przodu jak torpeda i szybkim kłusem zadowolona z siebie zaczęła przemierzać las. Ja już po chwili byłam zmęczona, więc dawałam klaczy lekkie sygnały do zwolnienia. W końcu przeszłyśmy do stępa, Nimfa nie wyglądała na zmęczoną w przeciwieństwie do mnie. Dałam jej kawałek marchewki i skręciłyśmy w drogę powrotną. Milusińska zaciekawiona rozglądała się dookoła, a ja nie byłam gorsza. Przyglądałam się pięknym pejzażom. Czas tak szybko minął, już byłyśmy znowu na terenie Stajni Centralnej. Nie chciałam jeszcze wracać i podejrzewam, że Nimfa też, dlatego poszłyśmy w stronę pastwisk. Otworzyłam bramę jednego z nich i wprowadziłam klacz. Kiedy znalazłyśmy się na jego środku usiadłam po turecku, a klaczka zaciekawiona zaczęła mnie obwąchiwać. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po pyszczku. W końcu Nimfa zaczęła się normalnie paść, a ja doszłam do wniosku, że spuszczę ją z uwiązu, aby się wybiegała. Tak też zrobiłam. Kiedy tylko opuściłam ogrodzenia pastwiska Nimfa zaczęła galopować i uroczo brykać. Na koniec zrobiła bardzo reprezentacyjne okrążenie kłusem i zatrzymała się przy mnie. Przeszłam pod ogrodzeniem i przypięłam uwiąz do kantara. Wyprowadziłam klacz z pastwiska i poszłyśmy razem do stajni. Kiedy byłyśmy w środku, przywiązałam ją i wyczyściłam kopyta oraz delikatnie przeczesałam sierść miękka szczotką, co tak naprawdę nie było konieczne. Otworzyłam szeroko drzwi boksu, odwiązałam klacz i wprowadziłam ją do środka. Odpięłam uwiąz i zaczęłam głaskać klacz po całym ciele. Delikatnie pomasowałam ją po grzbiecie i szyi. Na koniec dałam jej przysmak i przytuliłam się do niej. Myślę, że udało mi się sprawdzić, że poczuła się zrelaksowana. Zdjęłam jej kantar i wyszłam z boksu. Powiesiłam kantar na wieszaku przy boksie. Odniosłam skrzynkę ze szczotkami do siodlarni, a następnie z powrotem wróciłam pod boks klaczy z miotłą. Dokładnie zamiotłam miejsce gdzie czyściłam klacz. Odniosłam miotłę i poszłam do Nimfy, aby się z nią pożegnać. Pocałowałam ją w ciepłe i miękkie chrapy i niestety musiałam już opuścić Stajnię Centralną.

Słowa: 840
Punkty: 24


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hippika




Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:08, 26 Kwi 2009    Temat postu:

Przyszłam dzisiaj do Nimfy rano. Świeciło jasne słońce, ale nie było gorąco, gdyż wiał przyjemny letni wiatr. Od razu skierowałam się do boksu klaczki, aby się z nią przywitać. Nimfa, gdy przyszłam pod jej boks, wychyliła głowę i upominała się o pieszczoty. Pogłaskałam ją po łbie, a ona uroczo przymknęła oczka. Poszłam szybko do siodlarni po szczotki i uwiąz, a następnie wróciłam do Nimfy. Postawiłam skrzynkę przy ściance i wzięłam z wieszaka kantar klaczy. Otworzyłam drzwi. Klacz stała zaraz przy wejściu, ale go nie tarasowała, więc nie było potrzeby jej przesuwania. Pogładziłam ją po szyi.
-Przyda się nam dziś porządne czyszczenie, co?- Powiedziałam do niej spostrzegając masę zaklejek. Pewnie tarzała się, bądź leżała na boku. Założyłam kasztance kantar i zapięłam go tak, aby sprzączka nie uwierała. Przypięłam do kółka uwiąz i otworzywszy uprzednio szeroko drzwi wyprowadziłam Nimfę na korytarz. Przywiązałam wolną końcówkę uwiązu do kółka przy boksie i podeszłam do skrzynki z przyrządami do pielęgnacji. Wyjęłam z niej plastikowe zgrzebło, które jest idealne do rozczesywania zaklejek. Podeszłam do szyi Nimfy i po kolei „badałam” każdą część jej ciała wyszukując sklejone, brudnej sierści. Najgorzej było na piersi i dłuższą chwilę potrwało nim wyczyściłam tamte zaklejki. Nimfa ewidentnie położyła się w boksie na lewym boku, bo tam znalazłam ich najwięcej. Kiedy skończyłam dałam jej nagrodę, w postaci kawałka marchewki, za cierpliwe stanie podczas pierwszego etapu pielęgnacji. Odłożyłam zgrzebło i zabrałam się za grzywę. Zawsze najpierw zajmowałam się grzywą, a dopiero potem resztą sierści, aby pył i brud, który wyłaził z grzywy nie zabrudził reszty. Na początku wybrałam kilka kawałków słomy z włosia, które następnie zaczęłam rozplatać palcami. Na koniec, kiedy już nie było kołtunów rozczesałam wszystko szczotką z plastikowym włosiem. Następnie wybrałam słomę z ogona. Wzięłam ze skrzynki miękką szczotkę i zgrzebło metalowe. Czyściłam sierść Nimfy z kurzu, długimi pociągnięciami, a następnie oczyszczałam szczotkę o zgrzebło. Zaczęłam od szyi, potem były łopatka i pierś, przednia noga, kłoda, zad i tylna noga. Tak samo z drugiej strony. Tymczasem kobyłka zainteresowała się bardzo naszą skrzynką i zaczęła ja dokładnie obwąchiwać. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej. Otworzyłam skrzynkę i odłożyłam do niej szczotkę i zgrzebło, a wyjęła specjalną, mięciutka szczotkę do czyszczenia głowy. Wiem, że Nimfa to lubi, więc poświęciłam tej czynności więcej czasu i dokładności, żeby sprawić jej przyjemność. Następnie zabrałam się za kopyta. Pierwszą nogę klaczka po pewnym czasie się zniecierpliwiła i próbowała mi wyrwać, ale ją przytrzymałam i dalej już nie było kłopotów. Kiedy skończyłam pogłaskałam Nimfę po szyi i dałam jej marchewkę. Teraz klacz lśniła czystością. Przytuliłam się do niej i gładziłam jej włos, a ona stała spokojnie i się odprężała. Niestety musiałam już kończyć, więc odwiązałam Nimfę i wprowadziłam ją do boksu, gdzie zdjęłam jej kantar. Wyszłam i zamknęłam drzwi. Kantar odwiesiłam na haczyk. Wzięłam skrzynkę i uwiąz i zaniosłam to do siodlarni. Wróciłam jeszcze, by pozamiatać i pożegnać się z klaczą. Kiedy skończyłam sprzątanie pogłaskałam klacz po chrapach i cmoknęłam ją w nie. Kochana, ruda miśka. Pogładziłam ją po czole i włożyłam jeszcze resztę marchewki do żłobu. Potem odniosłam miotłę i opuściłam tereny SC.

Słowa: 506
Punkty: 15


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jameel




Dołączył: 06 Kwi 2009
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Eee.. Warszawa ;P

PostWysłany: Pon 17:47, 27 Kwi 2009    Temat postu:

Weszłam do SC i skierowałam się do boksu Nimfetki ^^. Przywitała mnie ona wesolutkim rżeniem. Przyłożyłam rękę do jej ciepłego czoła i zjechałam w dół, do chrap. Była dziś wyjątkowo grzeczna. Zawróciłam na pięcie i poszłam wziąć skrzynkę z przyborami do czyszczenia. Dodatkowo wzięłam też uwiąz. Wróciłam pod boks i energicznym ruchem otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i dałam się powąchać klaczy. Nimfa zbliżyła swoje aksamitne chrapy, a potem parsknęła i się odwróciła. Wyszłam przed boks i wyjęłam ze skrzynki z przyborami do pielęgnacji szczotkę włosianą. Ponownie wróciłam do kobyłki i zaczęłam ją czyścić. Tak wyeliminowałam wszelaki kurz, wypadające włosy i inne brudy. Odłożyłam szczotkę włosianą, a za to wzięłam do ręki zgrzebło plastikowe. Raz dwa przejechałam tym po klaczy usuwając zlepki, brud i błotko. Potem wyczyściłam kopytka- wszystkie bardzo ładnie, bez żadnych problemów. Wytrzepałam zgrzebło plastikowe i włożyłam je z powrotem do skrzynki. Grzebień, natomiast zajął miejsce w mojej ręce. Zbliżyłam się do klaczy i najpierw przeczesałam grzywę palcami. Potem grzebień poprawiłam niedoróbki. Podeszłam do zadu klaczy i położyłam na nim rękę. Przejechałam spokojnie ręką w kierunku ogona. Gdy doszłam do nasady, spojrzałam z ukosa na klaczy i pojechałam dalej. Wczepiłam place w ogon i przejechałam nimi spokojnie w dół. Powtórzyłam tą czynność kilka razy, aż uznałam, że ogon jest rozczesany. Potem jeszcze chwilę grzebykiem i odłożyłam cudne narzędzie do skrzynki z przyborami do pielęgnacji. Posprzątałam bałagan wokół mnie i wzięłam do ręki kantar wiszący z boku boksu, na haczyku i uwiąz. Weszłam znów do boksu i podłożyłam pod nos klaczy kantar, a potem uwiąz. Gdy klacz zapoznała się z podstawowym swoim sprzętem, nałożyłam kantar na głowę klaczy i przypięłam uwiąz. Otworzyłam boks na całą szerokość i wyprowadziłam klacz na dwór. Poprawiłam w ręku uwiąz i ruszyłyśmy w stronę lasu.
Piasek wesoło przesypywał się między palcami, gdy szłam po plaży obok jeziora. Po długim marszu poprzez las, dotarłyśmy tutaj- nad małe jeziorko z malutką plażą. Postanowiłam się tutaj zatrzymać na chwilę. Zdjęłam buty i usiadłam na skraju plaży z trawą i prawie co puściłam uwiąz przypięty do kantara klaczy. Zmrużyłam oczy, gdy słońce zaświeciło mocniej. Podniosłam rękę do oczu i popatrzyłam na horyzont. W tej chwili poczułam, że coś mnie pociągnęło. Szybko się zorientowałam, że klacz brnie poprzez piasek do jeziora. Szybko wstałam i chwyciłam mocniej uwiąz. Próbowałam zatrzymać, trochę zwolnić klacz, ale ona nic- szła dalej. Na chwilę zatrzymała się by powąchać kępę trawy, a potem znów ruszyła. Po chwili stałam po kolana w wodzie, a Nimfa najspokojniej bawiła się wodą. Zrezygnowałam z dalszych prób odciągnięcia klaczy od wody i po prostu stałam tam i patrzyłam jak klacz łapie zębami chlusty wody. Bawiła się tak dobre pół godziny, aż w końcu i ona i ja przemokłyśmy do suchej nitki. Wink Wtedy ze zgodą wyszłyśmy z jeziora i położyłyśmy się na trawie. Oparłam głowę o łopatkę Nimfy i wygrzewaliśmy się w słońcu. Gdy ja i klacz byłyśmy już suche, poczęłyśmy już wracać. Wpadłam na pomysł pojechania na oklep. Trzymając uwiąz z jednej ręce, zawiązałam sznurówki butów w jeden wielki supeł i przewiesiłam trampki przez grzbiet klaczy. Potem poszukałam jakiegoś wielkiego kamienia i podprowadziłam tam klacz. Znalazłam odpowiedni, wspięłam się i miękko wskoczyłam na Nimfę. Chwyciłam mocniej uwiąz, poprawiłam trampki zwisające z boków kobyły i dałam lekki sygnał do ruszenia. Skierowałam ją na drogę do Stajni Centralnej i zapamiętując drogę dojścia do owego jeziora, ruszyłyśmy w drogę powrotną.
Podczas wędrówki nie było dużo niespodzianek, tylko raz przebiegł przed Nimfą zając. Ona jednak zachowała zimną krew i szła dalej. Gdy dojechaliśmy do bram budynków SC, słońce chyliło się ku zachodowi. Zmartwiona długim terenem, wjechałam na teren i na placu zeskoczyłam z klaczy. Ściągnęłam trampki i szybko je założyłam. Potem zaprowadziłam klacz do stajni i wprowadziłam ją do jej boksu. Przywiązałam i ze skrzynki wyjęłam szczotkę włosianą. Szybko przeczesałam klacz, a ponieważ nie była zbyt brudna, nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Potem zgrzebłem plastikowym usunęłam zlepki powstałe z terenie, błoto z mułu jeziornego i inne drobne brudki. W kopytach klaczy zalegało dużo kamyków z plaży i z dna jeziora. Szybko się z nimi uporałam, lecz największy zajął mi dobre trzy minuty! Po wyczyszczeniu klaczy, zdjęłam z niej kantar. Powiesiłam go obok boksu. Dałam za dobre sprawowanie się dużą połowę marchewki i chwilę popieściłam klacz. Zrobiłam „masaż na szybko” Wink i podrapałam klacz w jej „swędzących” miejscach. Bardzo jej się to podobało, więc gdy tylko odrywałam ręce, ona odwracała głowę i trącała mnie głową czy też podszczypywała. Minęła dobra godzina zanim mogłam spokojnie, bez wyrzutów sumienia oderwać kończyny przednie od grzbietu klaczy. Ona najwyraźniej była już trochę zmęczona, bo nie zareagowała. Przytuliłam klacz do siebie, pocałowałam jej czoło i cicho wyszłam z boksu. Zamknęłam za sobą drzwi od boksu i pozbierałam ten cały bajzel, który udało mi się zrobić w tym czasie. Pochowałam cały osprzęt do czyszczenia i pielęgnacji, odpięłam uwiąz od wiszącego już na haczyku kantara i odłożyłam to wszystko na miejsce. Gdy szłam przez główny korytarz, zatrzymałam się jeszcze na chwilę by popatrzyć na angloarabkę. Zauważyłam ją leżącą, spokojnie żującą trawę. Gdy usłyszała, że ktoś podszedł do jej boksu podniosła głowę, a gdy zobaczyła, że to ja zarżała cichutko. Po chwili jednak ponownie zaczęła żuć siano. Patrząc tak na nią, straszliwie się rozczuliłam. Zaciskając oczy, odwróciłam się na pięcie i odmaszerowałam z dala od Nimfy...

Słowa: 878
Punkty: 24


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Stajnia Centralna Strona Główna -> Stare treningi, odwiedziny Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin